Życie w małym miasteczku vel życie w mieście- porównanie wydatków

W dzisiejszym artykule chciałabym wam przedstawić porównanie kosztów, jakie ponosiliśmy w małym miasteczku, a jakie ponosimy w mieście (650 km dalej). Z cyklu artykułów o przeprowadzce wiecie, że nasze życie zmieniło się diametralnie, ale czy mniej wydajemy? Czy mamy więcej pokus w mieście ( oddalonym o 40 km od Wrocławia), czy wydawaliśmy więcej wtedy kiedy mieszkaliśmy w miasteczku (do 5 tyś mieszkańców, 100 km do miasta wojewódzkiego- Olsztyna)?

Pod koniec 2017 podliczyłam nasze całe roczne wydatki, podzieliłam je na dwa semestry- przed przeprowadzką i po przeprowadzce- mieszkając w mieście. Oczywiście na bieżąco w dzisiejszym artykule napiszę, czy coś jeszcze się zmieniło, ponieważ od 2017 roku minęło już 10 miesięcy, a my zmieniliśmy choćby mieszkanie 🙂

Artykuł ten jest kontynuacją projektu: "Elementarz Oszczędnego Rodzica", który prowadzę razem z Ulą z mamonik.pl

Na jedzenie wydajemy o wiele mniej, niż wtedy kiedy mieszkaliśmy w małym miasteczku. I do tej pory ten trend się utrzymuje. Zastanawiam się, czyja to jest sprawka. Czy nasza? Budżetu domowego? Tak samo prowadziłam go wtedy, jak i dziś. Czy tego, że w mieście rozwijającym się jest więcej konkurencji i ceny po prostu muszą być niższe? Fakt. Jadąc w rodzinne strony nie mogę nadziwić się, że ceny choćby w Biedronce są o kilka groszy wyższe. Jedzenie po drodze- dziś tej kategorii w ogóle nie ma. Zapomnieliśmy o jedzeniu po drodze- po drodze do pracy, do przedszkola, do rodziny- wszystko mamy na miejscu, wszystko mamy blisko- nie potrzebujemy nigdzie dojechać 20 km ... Wydatki miasto... hmm.... Tutaj podobnie. Faktycznie, raz lub dwa razy na miesiąc Mc Donald się zdarzy, ale nie są to koszty prawie 100 zł miesięcznie. Co to to nie. Nawet w poprzednim tygodniu wprowadzając budżet kopertowy na jedzenie 250 zł - na pierwszy tydzień, wydaliśmy jedynie 170 zł i to bez żadnego wysiłku, bez żadnego zbytniego oszczędzania. Także koszty jedzenia znacznie nam spadły od poprzedniego roku. 

Koszty kategorii mieszkania wzrosły, w tego powodu, iż wynajmujemy mieszkanie. W lipcu to mieszkanie zmieniliśmy- ze względu na duży czynsz i comiesięczne rachunki. Z 1800 zł zeszliśmy na 1450 zł. Co daje nam sumę półroczną na dziś dzień- 8 700 zł. Za energię i gaz dziś osobno nie płacimy- rachunki mieszczą się nam w opłacie za wynajem mieszkania. Myślę, że krok z zamianą mieszkania był bardzo dobrą decyzją, choć finansowo przez 3 miesiące było bardzo ciężko. W październiku już całkiem odetchnęliśmy i przelałam 200 zł na konta oszczędnościowe 🙂

W pierwszym półroczu 2017 roku wydaliśmy na benzynę prawie 3800 zł, co daje nam sumę miesięczną ponad 600 zł ! Gdy się przeprowadziliśmy nadal dojeżdżałam do pracy. Od stycznia tego roku pracę mam na miejscu i na benzynę wydajemy 250 zł miesięcznie- z tego też powodu, że w weekendy mój mąż nie ma dojazdów do pracy. Więc samochód jest ostatnią deską ratunku, ale jedynie do końca tego miesiąca, ponieważ mój mąż znalazł pracę na miejscu w Strzegomiu. Wydatki benzynowe ulegną jeszcze zmniejszeniu. Zastanawiam się nad całkowitym zezłomowaniu auta, jak mój mąż podpisze umowę o pracę w naszym mieście. Hmmm, ale niech będzie w razie W. do szpitala, do lekarza, rano do przedszkola- 5 min i po sprawie, nie trzeba liczyć na nikogo. Samochód od stycznia jeździ i się nie psuje- tfu, tfu odpukać w niemalowane. Podstawową funkcję auto spełnia i mało kosztuje, dużo mniej, niż w poprzednim roku i to jest najważniejsze. Kiedy mąż jest w domu z dziećmi, chodzę o tego miesiąca 3 km do pracy na piechotę. Też oszczędzam na paliwie. Jak jest niania, to jadę samochodem, aby szybciej być w domu.

Do tej pory zachodzę w głowę, jak my to robiliśmy, że na kosmetyki  i chemię domową wydawaliśmy tyle pieniędzy. Ponad 200 zł miesięcznie. Dziś z wydatkami zeszliśmy do 100 zł. Zapytacie mnie, ale jak? No sama nie wiem! Od tak po prostu, a nawyków wcale nie zmieniliśmy. Może po prostu przeszliśmy na marki zwykłe marketowe produktów. To też robi dużą różnicę cenową w skali całego miesiąca.

Na lekarstwa przed przeprowadzka wydawaliśmy ogromne pieniądze. W sumie troje z naszej czwórki jest na stałych lekach, więc te wydatki pomimo wszystko musimy ponosić. Pamiętam, że mieszkając w poprzednim mieszkaniu dzieci wiecznie kaszlały i ja również (mieliśmy grzyba na ścianie, był łatany co i rusz, ale wiadomo, że w ścianie siedzi) i cały czas łapały dziwne przeziębienia. Ja brałam leki na alergię. Odkąd się przeprowadziliśmy dzieci były raz porządnie chore we wrześniu poprzedniego roku. A mi dziwnym trafem alergia ustąpiła. Od tamtej pory choroby- jak ręką odjął. Może sprzyja nam cieplejszy klimat? Na pewno mieszkanie w zdrowych ścianach tez dużo daje. Od przeprowadzki trzymam inhalator w kuchennej szafce. Młody do 3 roku życia, co i rusz dostawał Nebbut na zapalenia płuc/ krtani, a tu nic... Po prostu nic... Nawet apteczka tak nam się skurczyła, że ciężko nie raz znaleźć w niej syrop od kaszlu czy tabletkę od bólu głowy. Wszystko się przeterminowało, a nowych niepotrzebnych leków i na zapas nie kupujemy.

Z rachunków telefonicznych już zeszliśmy- 75 zł miesięcznie za dwa telefony- suma za 6 miesięcy- 450 zł- dużo mniej, sami przyznacie. Telewizję mamy podłączoną naziemną, w nowym mieszkaniu nie podłączaliśmy już satelity. Grudzień będzie ostatnim miesiącem, w którym zapłacimy za Cyfrowy Polsat. Internet na podobnym poziomie- 250 zł przez pół roku.

Od tego miesiąca schodzimy również z wydatków na pierdoły (typu kulki, kinder jajka) i zabawki dla dzieci. Dzieci otrzymują kieszonkowe- po 10 zł tygodniowo, co daje nam łączną sumę 80 zł miesięcznie. Wiedzą, że jeżeli same nie oszczędzą na zabawkę, to jej nie będą miały. Zaczęły interesować się bardziej cenami, czy ich na coś stać, czy jeszcze nie. Ile im brakuje do Play Dooh choćby. Dzieciaki widzą, że św. Mikołaj przyniesie im zabawki na święta, a od rodziców dostaną prezenty lub gotówkę na urodziny i na dzień dziecka. Tomek kolekcjonuje karty reprezentacji polskiej, a Natalka wydała ostatnio pieniądze na Kinder jajka i ... na kulki, takie z urządzeń, co stoją w markecie przy kasie. I nie ingeruję, to są ich pieniądze, one uczą się nie błędach i one uczą się zarządzać swoimi pieniędzmi. Na naukę oszczędzania również przyjdzie czas, ale zaczniemy od listopada.

 

Cały czas dążymy do minimalizacji wydatków i coraz lepiej nam się to udaje. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Myślę, że już dużo zrobiliśmy i jesteśmy już w dobrym momencie naszego życia.

Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką telefonicznie i rozmawiałyśmy o pracy. Powiedziałam jej, że nie wiem, czy przyjedziemy na święta. Mąż zmienia pracę, ja nie mam kiedy wykorzystać urlopu, więc prawdopodobnie zostaniemy tu na miejscu. Mam w sumie wolny jeden dzień w tygodniu, bo nie ma mnie kto zastąpić, gdybym chciała wziąć wolny jeszcze jeden dzień. Po drugie nie jestem jeszcze gotowa na zmianę pracy, z drugiej strony wiem, że gdzie bym nie poszła i gdzie bym CV nie złożyła, to jest taki deficyt ludzi, że nie miałabym z tym najmniejszego problemu. A z drugiej strony przyjaciółka mówi, że jej siostra płacze i jest załamana, bo nie ma pieniędzy i ma problem ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy. Także w sumie nic się nie zmieniło.

Gdybyśmy sami nie podjęli decyzji o przeprowadzce, gdybyśmy nie zaryzykowali, czytalibyście jedynie o moim narzekaniu na blogu, a tak zdarza się to raz ja jakiś czas 🙂 Też jestem człowiekiem, prócz tego, że blogerĘ 😉

Dziś już nie potrafię sobie wyobrazić innego życia- bez pieniędzy i bez perspektywy na przyszłość. Dziś wiem, że ludzie, którzy dookoła mnie wyjeżdżali, którzy przeprowadzali się w inny rejon Polski, do większych miast- oni szukali lepszego życia, oni szukali pomysłu na siebie, oni chcieli zmienić mentalność i nie iść na całym szeregiem ludzi. Chcieli żyć po swojemu i wziąć odpowiedzialność za to swoje życie. Chcieli się rozwijać, chcieli iść do przodu pomimo wszystko! Jestem w tej grupie ludzi, którzy od życia chcą więcej i więcej. Rozmawiam z babcią przez telefon, no i mówię, ze tęsknię. Fajnie byłoby odwieźć dzieciaki do przedszkola i zajechać do babci po prostu na kawę- nie mam takiej możliwości. To jest moja cena za życie, które wybrałam.

Babcia mówi, jak tęsknisz, to wracaj. Tylko ja wiem, że w rodzinnych stronach nie mamy żadnych perspektyw. Oboje pracujemy, ja dorabiam on-line, mąż zaczyna na nowo rozwijać swój talent malarski, dzieciaki chodzą na zajęcia plastyczne, córka dodatkowo na zajęcia taneczne i taekwondo. Takiego życia pragnęliśmy i sobie to wypracowaliśmy. Czasem tęsknimy, sama mam ostatnio taki czas... Ale nie zamienię tego życia na żadne inne.

Warto podjąć krok z przeprowadzką, jeżeli nie chcemy żyć tak jak żyjemy dzisiaj. Jeżeli chcemy coś zmienić i iść na przód. Warto zaryzykować i poprawić swój byt. polecam każdemu, kto jeszcze nad taką decyzją się waha. To jest bardzo trudna decyzja i na początku będzie ogromnie ciężko. Z perspektywy czasu opłaci się. Nam się opłaciło, co udowadniam za każdym razem na tym blogu.

6 myśli na temat “Życie w małym miasteczku vel życie w mieście- porównanie wydatków

  1. Natalia

    Aga, ja robię ciastoliny sama. Moje dziecko namiętnie miesza koloru potem wszystko szare, wiec byłyśmy na zajęciach i robimy same- koszt groszowy. A ciastolina jak playdouh

    Odpowiedz
  2. Uważam, że wybór miejsca zamieszkania jest kluczowy, ale sporo ludzi popełnia ten błąd, że boi się jakiejkolwiek zmiany w tym zakresie. Nie wróciłam do rodzinnego miasta z tęsknoty za rodziną, czy super warunków na rynku pracy - była to czysta kalkulacja. Po prostu po studiach mieliśmy do wyboru: 1. zostać w studenckim mieście, Toruniu, które kochamy i gdzie może kiedyś faktycznie się osiedlimy, ale rynek był dość w naszej branży przepełniony (masa ludzi po tych samych studiach :P), spore bezrobocie, a koszty wynajmu robią swoje 2. przenieść się do dużego miasta, np. Trójmiasto i faktycznie miesiąc w Gdańsku spędziliśmy przy okazji mojego stażu po studiach, co wystarczyło, żeby szybko przeliczyć, że pieniądze za pierwszą byle jaką pracę + wynajem + życie to jakiś smutny żart 3. wrócić do mojego rodzinnego miasta, gdzie koszty życia są niskie, więc nawet przy minimalnej krajowej nie można za bardzo narzekać, a nasze wykształcenie na rynku pracy było już konkurencyjne, a i mogliśmy się chwilę zatrzymać u rodziny 😉 Teraz, trzy lata później jest zupełnie inna sytuacja na rynku pracy czy wynajmu, ale okazuje się, że nasza decyzja była dobra i teraz daje nam dużo możliwości.

    Odpowiedz
  3. jania

    Rany... Też się przeprowadziłam do większego miasta w celu poprawy warunków życia. Jest taniej, oszczędniej, wygodniej. Dopiero teraz po czterech latach od przeprowadzki zaczynam tęsknić za swoją wsią. Wiem jednak, że tak długo, jak będę musiała pracować i dziecko będzie uczęszczało do szkół - nie wrócę. Na szczęście mam tam jeszcze rodzinę, więc zawsze mogę na trochę wpaść w odwiedziny na "stare śmieci". Najbardziej mi żal mojego ogrodu. Nowi właściciele totalnie go zaniedbali :-/

    Odpowiedz
  4. Mnie zawsze ciągnęło do większego miasta pokroju Gdańsk. Z jednej stronie ceny faktycznie są niższe, ale z drugiej strony koszty samego mieszkania np. wynajmu czy kupna mieszkania znacznie większe. Za to plus jest taki że dostaniemy tam lepiej płatną pracę i co do tego nie ma wątpliwości. Nie ma firm które proponowałyby najniższą krajową, bo wiedzą że nikt za taką wypłatę do pracy nie przyjdzie.

    Odpowiedz
  5. A ja kupilam dzialke 20 km od Krakowa (aktualnie mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu w KrK). Budujemy dom - szkieletowy. Ciekawe co bedzie za rok i jak sie zmienia nasze finanse oraz zycie?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.