Strach, wieczny strach- czyli etapy rodziny na kredyt bez żadnych oszczędności.

Przeszliśmy chyba wszystkie etapy rodziny żyjącej na kredyt. Wprawdzie nie mamy na głowie kredytu hipotecznego, ale wplątaliśmy się w cykl kredytów konsumpcyjnych, tak czy siak raty płacić trzeba. Płacz i płać! Nie ma, że boli.

1 Etap- Strach pomieszany z radością.

Pamiętam nasz pierwszy "poważny" kredyt, bo już nie zakup na raty. Na dość pokaźną sumę , od razu sprostuję, że nam wtedy wydawała się pokaźna: 4000 zł. Niby dużo, niby nie. Było potrzebne 2000 zł tak, aby na wszystko starczyło, a starczyło na dużo więcej. Zostało płacenie rat. Kredyt był rozłożony na dość długi okres czasu, aby rata była jak najmniejsza: 6 lat. Dziś widzę po samym moim wpisie, ile bank na tym kredycie zarobił, a ile prowizji otrzymała sama doradca banku. W sumie do spłacenia było dwa razy tyle. Pamiętam TRZY noce nie spałam po podpisaniu umowy. Nasze dziecko miało pół roku, a za 6 lat miałoby? ABSURD JAKIŚ! Radość również była, bo były pieniądze i nasza słodka tajemnica, aby w ogóle się nie wydała. Dziś nasze starsze dziecko ma 5 lat, a my raty nadal płacimy i spłacamy rocznie dużo, dużo większe sumy pieniędzy niż to 4000 zł.

2 Etap- Strach i niepewność.

Pieniądze z kredytu się skończyły, nie pozostało z nich nic. Samochód naprawiony nadal się psuł. Dziecko rosło i potrzeby rosły. Nie potrafiliśmy przewidywać różnych wydatków. Najważniejsze jak przyszła wypłata, było na jedzenie, a później będziemy się martwić. W pewnym momencie doszliśmy znów do muru. Nie pamiętam, czy mieliśmy jakieś rachunki do zapłacenia (to pewnie też), czy trzeba było zapłacić za jakąś szkołę- zauważcie, że otrzymywaliśmy stypendium. To nadal nas nie zatrzymało w wydawaniu. Poszliśmy po kolejny kredyt, nie było nam dużo potrzebne- jakieś 300 zł a było potrzebne na już! Baliśmy się chwilówek, poszliśmy do naszego zaufanego banku, w którym już kredyt dostaliśmy. Otrzymaliśmy kartę kredytową- limit kredytowy 900 zł. Karta była z nami 52 miesiące! To jest ponad 4 lata! 4 lata płacenia odsetek, dochodzenia do dna karty kredytowej, wypłacania na drugi dzień tego, co spłaciłam wczorajszego dnia. 2 razy spłaciliśmy kartę nadwyżkami pieniędzy, czy to ze stypendium, czy to z kolejnych kredytowych pieniędzy.

Niedługo zamierzam usiąść i przeanalizować (na szczęście konto bankowe było jedno kilka lat), ile pieniędzy żeśmy na nią wpłacili do tej pory! Będzie to na pewno niebotyczna suma. Samych odsetek miesięcznych mieliśmy po 30 zł + dodatkowe opłaty za wypłaty z bankomatu, bo potrzebne na już lub opłata za prowadzenie karty i opłata 5 zł za sprawdzenie salda rachunku (była to jedna z "najtańszych" kart i podglądu internetowego nie było, jedynie z ostatniego wyciągu. DRAMAT! A razem z kartą kredytową, ile rat pospłacaliśmy, obstawiam plus- minus ok. 5.000 zł do tej pory.... przez ponad 4 lata.

stamp-895385_1920

3 Etap- Strach i brak pieniędzy

Powyższym etapom towarzyszył strach, ale pieniądze na spłatę zobowiązań zawsze się znalazły. Gorzej, gdy zapętliliśmy się kolejnym kredytem (konsolidacyjnym) spłacając kartę, dostając dodatkową gotówkę i znów wszystko trwoniąc... Zaczął się czas przejściowych przerw w pracy męża lub etap urlopu macierzyńskiego na umowie zlecenie (śmieszne pieniądze). Drugie dziecko na świecie pojawiło się, becikowe dołożyliśmy do dodatkowych pieniędzy ze stypendium i kupiliśmy dzisiejszy 20-letni samochód (na szczęście bezawaryjny! ). No i jak wiadomo, z dwójką dzieci już tak kolorowo nie jest, zwłaszcza, gdy oboje zaczną na raz chorować. Zwłaszcza, jak młodszy zrobił 3 razy maraton po szpitalach z zapaleniem płuc, a doba hotelowa i wyżywienie w szpitalu kosztuje.

Pieniędzy zaczęło brakować. Mieliśmy stałe przychody z wynagrodzeń i albo kupić jedzenie, leki i pampersy dla dzieci, albo zapłacić za czynsz. Z kolei albo zapłacić rachunek za energię albo ratę kredytu. Płaciłam ratę kredytu, na drugi miesiąc przychodziło upomnienie za rachunek za energię- płaciłam ten rachunek + 30 zł kosztów ponaglenia. I za każdym razem, aby tylko załatać dziurę w budżecie. Zawsze wydatków było więcej, niż pieniędzy. Zawsze. Notoryczne pożyczki od znajomych/ własnych babć (bo przecież ciężkie czasy mamy) na koniec miesiąca i na tą kolejną ratę, bo z banku dzwonią. Następny monit z ponagleniem z kolejnego banku + koszty (bankowe) windykacyjne. KOSZMAR, KOSZMAR, KOSZMAR.

Przeszliśmy etap, gdy do garnka nie było co włożyć, gdy z płaczem dzień wcześniej przelewałam ostatnie pieniądze na raty kredytów po uprzednich telefonach doradców bankowych. Ślizgaliśmy się. Ślizgaliśmy się na kruchym lodzie. Ratowały sytuację, czy to babcie, czy to znajomi, czy stypendia. Nadal się nie nauczyliśmy na błędach, bo i z czego oszczędzać.

W 2015 roku padła nam lodówka, zaraz za nią w tym samym miesiącu pralka. Laptop również odmówił posłuszeństwa.... ŚRODEK LATA. Kupa prania, mięso pomrożone ze świnki. Sznur na szyi. Kolejny kredyt. Lodówkę kupiliśmy na raty w sklepie (chyba tylko dlatego, że mąż miał już świetną historię kredytową wyrobioną, bo wątpię czy zdolność kredytową miał 😉 ) a pralka? Pralkę obiecali sfinansować moi dziadkowie, gdy dowiedzieli się ode mnie, że zamierzamy zaciągnąć raty na drugi sprzęt. O poprzednich kredytach po dziś dzień nie wiedzą, tym lepiej dla nich.

Jeszcze kilka miesięcy temu żyliśmy od pieniędzy do pieniędzy. A niech tylko MOPS spóźnił się z wypłatą zasiłku rodzinnego (zazwyczaj wypłacają do 22. danego miesiąca, w umowie mają czas do końca miesiąca). Żyliśmy od spłaty raty do... spłaty raty... Tragedią było zaksięgowanie wynagrodzenia któregokolwiek zamiast 30. - 1. lub zamiast 10.-11., gdy wypadł weekend, święto państwowe lub Sylwester (też około 3 dni przerwy, gdy pieniądze nie przepływają)

Doszliśmy do momentu, że mieliśmy nóż na gardle po kolejnych ratach na laptopa i drukarkę do mojej działalności. Już wiedziałam, że to koniec. Kolejne raty nas pokonają. A banki nadal wydzwaniały i proponowały kolejne kredyty... wiedząc jakim dobrym mąż jest kredytobiorcą.... (cholera jakim naiwnym kredytobiorcą!!)

Na dodatek prowadziłam już firmę, nie umiałam oddzielać finansów domowych od tym firmowych, na bieżąco pieniądze były wydawane, a na ZUS na kolejny miesiąc nie było, bo znów wypadł weekend, święta i nie było okazji do kolejnych zleceń lub po prostu klienci spóźniali się z należnościami.

I tu postawiłam się z drugiej strony. Do tej pory ja za wszystko płaciłam z opóźnieniem. A co tam, nic się nie stanie. Jakoś to będzie... No właśnie, "karma wraca". Niekoniecznie dobrze jest się postawić na miejscu przedsiębiorcy, który czeka na wpłaty/ przelew i doczekać się nie może. Tu miałam etap dwóch chwilówek (pożyczka na ZUS)

4 Etap- Strach i nadzieja na lepsze jutro

Jak na nasze zdolności- "zakredytowaliśmy" się pod korek. Co robić? Gdzie szukać pomocy? Teściowa pierdzieli coś o oszczędzaniu, babcia uczy mnie jak oszczędzać ( że na koniec miesiąca nadwyżki dopiero się wydaje) i każdy coś o tym oszczędzaniu.... No chorzy ludzie 🙂

Jak napisałam wyżej- do tej pory mąż był głównym kredytobiorcą, ja do tej pory na umowie zlecenie- nikt w banku nawet nie chciał ze mną rozmawiać (i o zgrozo bardzo dobrze!)

Poszukując pomocy w internecie musiałam trafić na któryś mądry artykuł Michała Szafrańskiego na blogu: "Jak Oszczędzać Pieniądze". Wreszcie ktoś pisał coś po ludzku.  Wreszcie ktoś nie stawiał mnie niżej, tylko dlatego, że uległam magii nadmiernego konsumpcjonizmu. Kolejny blog- Marcin Iwuć i "Finanse bardzo osobiste", zaczęłam czytać historie zadłużonych ludzi, odkryłam budżet rodzinny (choć jeszcze bardzo sceptycznie o nim myślałam) i odkryłam prawdę najprawdziwszą, iż z długów można wyjść. Tylko trzeba umieć zastosować odpowiednie kroki.

Przez miesiąc czasu czytałam blogi Michała, Marcina i kolejne finansowe blogi zaczynające przygody z budżetowaniem. Powiedziałam teraz albo nigdy, tylko ta jeszcze jedna chwilówka do spłacenia.... Przedłużenie chwilówki o tydzień kosztowało 70 zł a ja nie miałam nawet tyle. Później nie miałabym nawet pieniędzy, aby spłacić jeszcze większą kwotę. KOSMOS.

Niechcący trafiłam do banku, doradca zadzwonił z propozycją spotkania, bo prowadzi pani działalność tratatam 😉  Ja myślę NIE! Tylko nie kolejny kredyt.

15:30- pół godziny przed zamknięciem banku doradca uświadomiła mi, że nie mam żadnej historii kredytowej a nowy pierwszy kredyt może mi w tym pomóc i czy przypadkiem nie są mi potrzebne dodatkowe pieniądze. Takie dochody, jakie jej mówię na słowo wystarczą na kwotę "kilkanaście tysięcy" złotych. Przedstawiła mi pełne koszty, że sumie zarobek banku po wypowiedzeniu przeze mnie ubezpieczenia z tegoż kredytu będzie naprawdę śmieszny w porównaniu z całą kwotą do wypłaty i spłacenia. No i to, że bank postanowił obdarzyć mnie zaufaniem za tak niskie odsetki 😉

Powiedziałam, żeby wszystkie te kwoty zapisała mi na karteczce, ja wrócę do domu, ale nie wiem, czy z tego kredytu skorzystam (a chwilówka wisiała na sumieniu, oj wisiała, zostały 3 dni!!!

Pół nocy nie spałam, opracowywałam plan. Wiedziałam, że teraz nóż na gardle, gdy wezmę ten kredyt.  Kolejnego dnia pojechałam z papierami z księgowości mojej firmy (doradca zdziwiła się, że są tak dobre po zaledwie kilku miesiącach działalności), musiałam jeszcze udać się do US po zaświadczenie, że nic nie zalegam w podatkach. Ubłagałam panią z US o jak najszybszy czas realizacji. Wzięłam ze sobą dziecko (dosłownie na litość panią wzięłam)

W domu przejrzałam wszystkie umowy kredytów, które mamy. Siadłam z kalkulatorem. To był przełom!!! To był prawdziwy przełom! Kwota do wypłaty, a kwota całościowa do spłaty to są dwie osobne sprawy a je zawsze lekceważyłam! Pierwszy kredyt to były po prostu tak gigantyczne odsetki, że to się "w pale nie mieści". Tak samo karta kredytowa. Dojrzałam, że w kredycie na laptopa i na lodówkę również jest ubezpieczenie na ponad 900 zł. Wiedziałam, że załapiemy się na program 500+ i będzie zwrot z US. Będą nowe oszczędności i środki na nadpłatę starych zobowiązań.

Wyliczyłam budżet domowy na kolejny miesiąc. Posadziłam przed sobą męża i mówię, że od teraz albo współpracujemy razem apopo rozwiązania naszych problemów finansowych albo popłyniemy, Windykacja, komornik i "siara przed rodziną". inaczej dobrze nie będzie, jak w dalszym trybie będziemy tak nieodpowiedzialnie żyć. Nie chcę, aby moje dzieci przeżywały długi rodziców całe życie. Nie chcę, aby miały w życiu mniej tylko dlatego, że my płacimy wieczne raty.

Podpisując umowę kredytową o najmłodszy i zarazem największy w naszej historii kredytowej kredyt, byłam już świadomym klientem banku. Ja już miałam plan, już miałam spisany plan, co na co i gdzie powędruje. I dzięki temu planowi udało nam się odbić i tak odbijamy się każdego miesiąca wyżej. Oszczędności z tego kredytu jeszcze na lokacie są i długi są na bieżąco nadpłacane z nadwyżek w budżecie domowym. 

W czerwcu stworzyłam budżet firmowy (na wzór budżetu domowego), w lipcu stworzyłam plan rozwoju firmy (księgowa nie może ode mnie się odgonić). Marcin Iwuć, w którymś nagraniu mówił prawdę, że życie na kredyt to bezustanny strach.

Ten strach minie po spłacie wszelkich zobowiązań ( w ciągu dwóch lat chcę pozbyć się tych wszystkich mniejszych a następnie zabrać się za ten ostatni) oraz po zgromadzeniu odpowiednich oszczędności, aby nie trzeba było się bać o jutro.

Droga do "otrzeźwienia" była kręta i długa. Ponad 4 lata uczyliśmy się życia, sztuczek doradców bankowych (teraz nikt mi nie wkręci dodatkowego ubezpieczania, "bo coś tam", ostatnio odmówiłam, doradca w banku był zaskoczony, a widać było, że jakiś plan do wykonania ma, niech szuka innych naiwniaków 😀

I oby do przodu bez strachu!

4 myśli na temat “Strach, wieczny strach- czyli etapy rodziny na kredyt bez żadnych oszczędności.

  1. Jakie to wszystko bliskie mojej historii. Dobrze,że oprzytomniałam. Teraz jak czegoś potrzebuję to muszę na to odłożyć, w innym wypadku widocznie mnie na to nie stać. Jest ciężko ale widać światełko w tunelu. Może napiszesz więcej o budżecie dla firmy? Bardzo mnie to ciekawi. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Małgorzata

    Fajnie opisana historia. Dobrze, że doszłaś do momentu, w którym zrozumiałaś gdzie błąd i jak próbować go naprawić 🙂

    Odpowiedz
  3. Aga, wielkie dzięki za szczerość. Myślę, że niejednemu Twoja historia może otworzyć oczy. Powiem szczerze, że czytałam z zaciekawieniem, strachem, napięciem, na szczęście na końcu jest oprzytomnienie i widoki happy endu! Faktycznie sporo przeszliście, Bogu dziękować, że wracacie na dobrą drogę. To najlepsze, co możecie podarować swoim dzieciom 🙂

    Odpowiedz
    1. Wiesz, teraz mamy taki moment, że też część kwoty z domowego budżetu musimy przeznaczyć na leczenie dziecka... I będzie to ciągłe dopóki... nie wiem tak naprawdę do kiedy... Otrzeźwienie pomogło. Jeszcze rok temu w tym momencie znów wypłaciłabym pieniądze z karty kredytowej i tak w kółko macieja. Dziś karty nie ma. Dziwnie bez niej. To był taki nałóg,taka przyjaciółka- wygoda. Teraz na szczęście są oszczędności. Nie wiem,co bysmy bez nich zrobili. Zapewne kolejny kredyt. Uff...

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *