Przeskocz do treści

5

Nasza kręta droga do nadpłacania długów i oszczędzania trwała 2,5 roku. Tak naprawdę wyznaczając sobie na główny cel spłatę długów i oszczędzanie, założyłam bloga, aby się dodatkowo zmotywować. Chciałam również udokumentować swoje sukcesy, jak i różne porażki po drodze. Chciałam do oszczędzania zachęcić mojego męża, a następnie nauczyć edukacji finansowej moje dzieci. Czy mi się to udało? Jak widać po poprzednim budżecie domowym udało się i było warto! Teraz zaczęliśmy kolejny etap, kiedy te długi nadpłacamy, a oszczędności na koncie rosną! Przeanalizowałam całą historię bloga, którą dziś wam streszczę.

Nasza burzliwa droga zaczęła się w wiosnę 2016 roku. Poszukując informacji w internecie, jak związać koniec z końcem i płacić raty na czas, trafiłam na blogi Michała Szafrańskiego oraz Marcina Iwucia. Początkowo informacje z blogów chłonęłam, czytałam je od deski do deski. Zapisałam się na bezpłatny kurs: "Pokonaj swoje długi" i zaczęłam pisać anonimowo bloga Rodzina Na Kredyt. Wstydziłam się bardzo naszej sytuacji finansowej, ponieważ temat kredytów i długów to nadal w wielu rodzinach jest temat TABU. Ludzie nie rozumieją, jak można się zadłużyć. Jak komuś może nie starczać do kolejnej wypłaty. Nam nigdy nie starczało, mieliśmy problemy z  regulowaniem należności, mieliśmy kilkumiesięczne opóźnienia w płatności czynszu, do tej pory pamiętam upominające telefony z banków, aby jak najszybciej zapłacić ratę w banku.

Czytaj dalej... "Nasza kręta droga do nadpłacania długów i… oszczędzania!"

18

Cześć, witajcie w listopadowy wieczór. Mamy dziś poniedziałek, który jest kilka dni temu uchwalonym świętem. Oczywiście w nielubianym listopadzie, dorwało mnie choróbsko. Ból gardła i gorączka dochodząca do ponad 39 stopni w nocy. W związku z tym, że do pracy od wczoraj nie chodzę, więc pomiędzy leżeniem a leżeniem- postanowiłam posiedzieć przed laptopem i napisać coś nowego na blogu. Powiem wam w sekrecie, że w wysokim sezonie gastronomicznym marzyłam o chorobie, żeby mnie tak po prostu gorączka zmogła, żeby sobie poleżeć i odpocząć. I w końcu jak gorączka mnie powaliła wczoraj, dziewczyny grafik w pracy pozmieniały, to ja już w łóżku uleżeć nie mogę.

Jest 12 listopada, czyli już prawie koniec miesiąca (edit: połowa miesiąca 😛 ) a mnie jeszcze depresja jesienna nie dopadła. Próbuję się łapać jak tonący brzytwy wszelkich filmów motywacyjnych, książek z dziedziny rozwoju osobistego. W sumie to daje rezultaty.

Listopad jest trochę cięższy pod względem finansowym i kilka ważnych decyzji finansowych musieliśmy podjąć. Moja prywatna wizyta u endokrynologa kosztowała 200 zł. W końcu dostałam się do tego lekarza, do jakiego chciałam. Miałam wykonane usg tarczycy, lekarz zalecił mi większe dawkowanie Eutyroxu, po nowym roku zrobię jeszcze raz badanie na insulinooporność plus krzywą cukrową, na które dostałam bez problemu skierowanie. Byliśmy również z córką u pani doktor neurolog, która przestała przyjmować małych pacjentów na fundusz. W związku z tym, że to ona przez ostatnie 1,5 roku prowadziła córkę, postanowiliśmy zostać u niej prywatnie. Wizyta kosztowała 120 zł. Dowiedzieliśmy się, że córka lepiej rozwija się pod względem koordynacji, więcej czasu umie skupić uwagę oraz bardzo dobrze wpływają na nią zajęcia Taekwondo. Dodatkowo można również włączyć basen, to będzie taka rehabilitacja dla niej i wzmacnianie partii rąk. Pani doktor wypełniła również Natalce zaświadczenie lekarskie do wniosku o orzeczenie do komisji orzekania o niepełnosprawności. 2 lata temu Natalka nie dostała orzeczenia o niepełnosprawności, ponieważ dobrze się rozwijała pomimo stwierdzonej padaczki. Rok temu choroba ta zaczęła jej ten rozwój zaburzać. Od grudnia spróbujemy wygospodarować dwa dni, w których pojedziemy wspólnie rodzinnie na basen, obejmiemy to też w naszym budżecie domowym.

Kolejna sprawa to telefony. Never ending story w moim wydaniu. Mój mąż miał telefon przez caly abonament telefoniczny (3 lata) a nawet pół roku po nim, aż w końcu zaczął glośnik siadać i zaczął się sypać. Ja przez ten czas miałam telefonów... nie wiem, ze 3/4 na pewno... Już nie pamiętam. Jesteśmy w tej chwili w takim momencie, że ja i mój mąż potrzebujemy dobrych smartfonów. Wystarczy, że będą kosztować max 600 zł. Dobry aparat i kilka GB internetu wystarczy. W związku z tym, że nie mamy uzbieranego do końca FA nie możemy sobie pozwolić w tym miesiącu na kupno dwóch telefonów. Ja cierpię katusze bez smartfona, bo wracam do domu i jestem uwiązana do laptopa, który ma popsutą kartę dźwiękową. Nie mogę dokończyć kursów on-line, nie mogę posłuchać webinarów, nie mam Instagrama... Czuję się w jakiś sposób ograniczona. Postanowiliśmy, że kupimy dla mnie telefon za gotówkę. Poprzedni telefon LG wytrzymał u mnie cały rok, a to już jest spora wytrzymałość. Kupię LG K8 za 419 zł z darmową przesyłką z allegro. I jak mi po roku padnie, to kupię sobie podobny w tej cenie. Dla męża zostało pół roku z mixie T-mobile. Wyobraźcie sobie szok męża, gdy doradca T-mobile mu powiedział, że oni nie mogą przedłużyć mu umowy razem z telefonem, że musi dokończyć dzisiejszą umowę. Z odsieczą przyszedł Play z ofertą z nowym telefonem Huawei z abonamentem 50 zł, ale płatnym dopiero po pół roku przez 15 m-cy 🙂

W tym miesiącu wpadły mi 3 nowe oferty współpracy na bloga. Tym samym uda mi się uzbierać gotówkę na telefon. Gdyby mi się nie udało, dołożę do telefonu część pieniędzy z FA.

Z dobrych wieści, opublikowałam wam na początku listopada październikowy budżet domowy , w którym spłaciliśmy rekordowo dużo, bo aż 1170 zł długów! Zaczęliśmy nadpłacać w tym największy kredyt, z którym będziemy do przodu o 2 miesiące. Zaczęłam również ponownie zarabiać na promocjach bankowych. Warunki nowych kont bankowych, czyli przelewy- już w połowie wypełniłam. Pozostały poza tym już tylko płatności kartą. Myślę, że pieniądze zarobione z konta bankowych przeznaczę dodatkowo do szybszego budowania Funduszu Awaryjnego. Jak już zbierzemy FA, to część pieniędzy wrzucimy w długi, czyli ta kula spłat będzie jeszcze większa.

W październiku zebraliśmy 240 zł Funduszu Awaryjnego (z napiwków), 150 zł oszczędności na auto oraz 50 zł na Koncie Wolności Finansowej.

Do końca spłaty naszych długów pozostało: 45 291,53 zł 

Nie mogę się doczekać, kiedy ta kwota spadnie poniżej 4 - czyli zaraz po nowym roku 😉 A swoją drogą nie mogłam doczekać się tego momentu, w którym zaczniemy spłacać długi. Ja praktycznie przestałam w to wierzyć. Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi, ale ten czas oczekiwania i pracy nad tym celem był tak długi....  od powstania bloga minęło 2,5 roku, niedługo zamierzam usiąść i przeanalizować wszystkie kroki jakie sprawiły, że w końcu oszczędzamy i nadpłacamy długi. Ale nie spoczywam na laurach, tylko zakasam rękawy, przecież zawsze może być lepiej prawda? Jak się o to postaramy!

13

Nadszedł oczekiwany moment, w którym rozpoczynamy nadpłacanie kredytów. Chcemy pozbyć się całego zadłużenia w optymistycznej wersji w przeciągu dwóch lat- czyli do końca 2020 roku. Być może powstaną 24 części wpisów z tego cyklu, a być może 30. Na dzień dobry mamy do spłaty ok. 40 tysięcy złotych wynikających z kapitału oraz odsetek. Wszelkie ubezpieczenia kredytów mamy już dawno wypowiedziane. Dokładną sumę wszelkich zobowiązań podam wam w kolejnej części mini ratki i maxi ratki. Jeżeli spłacimy któryś z kredytów napiszę wam, ile oszczędziliśmy odsetek i ta pula przejdzie na kolejne zobowiązanie. Czytaj dalej... "Mini ratka- Maxi ratka- czyli spłata poprzedniego życia (1)"