Archiwum kategorii: LEPSZE ŻYCIE

Nigdy już więcej nigdzie z Tobą nie pójdę! – czyli o początku końca…

  • Pani w banku powiedziała, że jestem zakredytowany pod korek. Dodatkowo mam chwilówkę do spłacenia, więc droga do jakiegokolwiek kredytu jest zamknięta.
  • Ty obudziłeś się po 4 latach? Po 4 latach, że jesteś zakredytowany pod korek??? Jak przeprowadzaliśmy się 2,5 roku temu na drugi koniec Polski, wtedy już byliśmy zadłużeni po uszy! Przecież to było kwestią czasu, że banki powiedzą: STOP!
  • Pani w banku powiedziała, że jak pójdziesz ze mną do placówki, wtedy podwyższymy twoimi dochodami zdolność kredytową.
  • Nie…. Ja już nigdy więcej nigdzie z Tobą nie pójdę! Po żaden kredyt! Po żadną pożyczkę i żadną chwilówkę! 
  • To, co teraz zrobimy?
  • Pytanie, czy ty chcesz coś zrobić! Czy ty chcesz się w końcu zaangażować w nasze życie rodzinne i finansowe! Ja już sama nic nie zrobię! Nie mam już siły, nie mam już żadnych mocy. Ja przez 4 lata robiłam, co mogłam…  Ja już po prostu więcej na siebie nie wezmę…

Rozpłakałam się już z bezsilności. Od długiego czasu pracuję ponad swoje siły, bywały momenty, że nie widywałam dzieci. Byłam wiecznie przez męża obwiniania o mój pracoholizm. Po przeprowadzce 2,5 roku temu zwiększyłam swoje dochody 3- krotnie! Lecz też 2- krotnie przez ten czas się zadłużyliśmy. Żyję w wiecznym napięciu: praca, dom, spanie – praca, dom, studia, spanie- praca, dom, studia, pisanie książki, odsypianie… Doszłam do momentu w życiu, w którym nie widziałam już światełka w tunelu. Poddałam się… Widać, kiedy mam kryzys zwłaszcza w socjal mediach- po prostu znikam na jakiś czas.

Co ja miałam wam czytelnikom napisać na blogu? Gdzie ta kontynuacja? Nie umiem udawać, nie umiem zmyślać. Nie umiem pisać lub też opowiadać po omacku. Miałam napisać dla ludzi, którzy pokładają w tym blogu nadzieję na lepsze życie, że tego lepszego życia nie ma? Nie jest możliwe? Miałam napisać, że oszczędziłam 1200 zł i znów mi je wcięło w naprawę samochodu? Miałam napisać, że rzuciłam palenie (+ 300 zł), oszczędziłam pieniądze (1200 zł), zdobyłam dwie godziny dodatkowych korepetycji (poza projektem +300 zł) a zabrakło mi kasy na czesne za studia??? Jakim cudem? Pierwszy raz od 1,5 roku poślizg w płatności za wynajmowane mieszkanie.

Wpadłam w czarną rozpacz. Przestałam się bać dzwoniącego telefonu z obcych numerów, przestałam się bać za chwil parę windykacji i w końcu komornika…  Układałam w głowie plan B. Chciałam już tylko ratować siebie i dzieci. Wczoraj rozmawiałam z dziewczyną, która też wdepnęła w gówno kredytowe i boi się o sytuację finansową swojej rodziny. Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką, która 12 lat po rozwodzie spłaca nadal długi z poprzedniego małżeństwa. „Aga nie rób głupot! zostaniesz sama! Zostanie ci najniższa krajowa, komornik zedrze z ciebie ostatnie pieniądze. Nie łódź się, że zobaczysz alimenty!” (faktycznie próg funduszu alimentacyjnego 800 zł na osobę jest bardzo, bardzo śmieszny, wręcz tragiczny). Patowa sytuacja…

Ja już nawet nie mam czego sprzedać! Nie mam nic! A pracować już dodatkowo nie mam kiedy! Nie mogę dokupić sobie dodatkowego czasu… Jasne, ja mogę dużo zmienić, ale nie mogę się łudzić, że zmienię drugą osobę. Jeżeli przez tak długi czas, po tylu wydarzeniach i kryzysach, w których wiecznie gasiłam wszelkie pożary- jeżeli nadal nie ma poprawy? To co ja jeszcze mogę zrobić? No nic, usiąść i się rozpłakać… Wyć z bezsilności.

Ile czasu można wojować i nic z tego nie mieć? Żadnego, kompletnie żadnego wsparcia. Ile czasu można ciułać grosz do grosza i znów, kolejny raz znów zaczynać od nowa? Ile czasu można wierzyć w to, że będzie lepiej- jeżeli raz na kilka miesięcy robisz krok w tył- dobierając/ konsolidując kolejny kredyt? Ile jeszcze czasu będę mieć siłę, aby wspierać inne zadłużone osoby? Jeżeli sama z tego gówna wyjść nie mogę? A czytelnicy zaczynają do mnie pisać, podziwiając mnie- moją siłę i determinację. Poszukują nadziei, wsparcia, jakiegokolwiek zracjonalizowania swojej sytuacji…

Jak założyłam sobie w sierpniu, zaczęłam docierać do mojej grupy odbiorców. Nikt z nich nie wybiegnie na ulicę i nie krzyknie:

„Wzięłam kredyt hipoteczny, dodatkowy na samochód, potem konsolidację na jego naprawę i nie wiem, co zrobić”

„Zabrakło mi pieniędzy, zabrakło mi na kolejną ratę kredytu, kto mnie poratuje przed świętami?”

„Dostałam 500 plus, spłaciłam chwilówkę, nie mam na jedzenie dla dzieci. Jeżeli dzieci nie będą miały co jeść, będę miała większe poczucie winy, wezmę kolejną większą chwilówkę- przecież nie będę karać dzieci za własne błędy”

Tych ludzi nie widać, tych ludzi nie słychać. Oni walczą po cichu. Ciułają grosz do grosza, aby spłacić kolejne przedłużenie chwilówki na tydzień, aby zapłacić tą zaległą ratę kredytu z przed 3 tygodni, bo wciąż dzwonią i dzwonią- raz z Krakowa, raz z Poznania, raz z Warszawy. Czekają na 10. jak na zbawienie, bo w końcu zakupy normalne można zrobić i te 3 raty zapłacić.  Zadłużeni boją się zmienić pracę, bo nie mogą zarabiać mniej- nie starczy im na raty. Nie mogą spokojnie rzucić pracy, jeżeli atmosfera jest do dupy. Co się stanie, gdy z drugiej pracy nic nie wyjdzie? Będą łapać cokolwiek, aby tylko mieć pieniądze na zobowiązania.

Jeżeli zadłużony człowiek nie ma żadnego wsparcia sięga po używki. Może na chwilę zapomni? Może uda mu się wyciszyć to poczucie pustki, beznadziei i strachu o kolejny dzień? Papierosy, alkohol, hazard, konsumpcjonizm oraz narkotyki ciągną jeszcze bardziej w dół finansowo. Ludzie zadłużeni wpadają w depresje,  za długo próbują być silni. Za długo muszą być silni… Za długo walczą osamotnieni. Kredyty często poróżniają małżeństwa. Kredyty łączą jeszcze bardziej ludzi ze sobą, niż ślub. Małżeństwo można rozwiązać za porozumieniem stron, niestety z kredytem tego samego zrobić nie można.

W pewnym momencie stwierdziłam, że mogę czuć się niekochana, mogę czuć się niedoceniona, mogę w końcu zostać sama z dziećmi, ale pieniądze na życie muszę mieć. Mnie nie satysfakcjonuje minimum socjalne, ale też nie muszę mieć luksusów. Chcę się przestać bać o kolejny dzień, o kolejny miesiąc z mniejszą wypłatą. Chcę widzieć zamykane kredyty jeden po drugim. Tylko w kolejny roku 2020 możemy z palcem w nosie zamknąć 8 mniejszych kredytów.

Nie wierzę nadal w zmianę mojego męża. Nie ufam mu, kiedy mówi, że chce się zaangażować w spłatę zadłużenia. Napisał mi list, w którym przeprosił, że ponad 3 lata walczyłam ze wszystkim sama. Postanowił w tej walce mnie wesprzeć. Na początku grudnia rzucił palenie (+400 zł), sprzedał swoją mini wieżę (+300 zł), którą kilka miesięcy temu wziął w tajemnicy na raty (i miał później karczemną awanturę), sprzedaje swoją kolekcję oryginalnych płyt CD (60 sztuk, które zebrał tylko przez ostatni rok!). Przeciera szlaki w prowadzeniu budżetu domowego (zapisuje każdy wydany grosz) i uczy się biedronkowych cen na pamięć. Pytacie o kontynuację? Kontynuacja właśnie zaczęła się na nowo pisać. Mam wrażenie, że zaczynam całą robotę od początku. Tylko ja już więcej nie zrobię, niż tyle, co już na sobie dźwigam.

Ja właściwie od początku mojego dorosłego życia zawsze byłam zadłużona (najpierw z winy rodziców, później pierwsze pożyczki po koleżankach) i o tym piszę mój ebook. Piszę o negatywnych schematach postępowania, które wyniosłam ze swojego dysfunkcyjnego domu, a następnie przeniosłam je w swoje dorosłe życie. W ebooku opisałam moją ścieżkę zawodową, którą poszłam aby spełnić ambicje rodziny. Piszę o depresji i toksycznej teściowej. O życiu za 3 zł i w końcu przekroczeniu granicy kryterium dochodowego uprawniającego do świadczeń rodzinnych. W książce opisana została moja 12- letnia walka o lepsze życie. Książka zapewne za 2/3 lata będzie miała swoją kontynuację. W książce opisuję pracoholizm, walkę z zadłużeniem, mobbing i związane z tym poczucie winy. Pisze o blogowaniu i o hejcie, jaki wylał się na mnie pół roku temu. Piszę o czytelnikach, których słowa zawsze mnie wspierały. Piszę o przyjaźniach, które wychodzą poza granice blogowania i świata wirtualnego. O psychoterapii, dzięki której sytuacje do tej pory normalne- przestają normalnymi być.

Książka ma w tej chwili 120 stron, pozostało mi dokończyć rozdział oszczędnościowy ( opisuję w nim wszystkie kroki finansowe, które przeszłam przez 4 lata) i zakończenie. Zakończenie również będzie w formie ostatniego rozdziału. Dlatego wybaczcie mi ciszę na blogu, w miarę wolnego czasu usiłuję dokończyć największy i najbardziej obszerny projekt w moim życiu. Ebook na początku miał liczyć 90 stron, zrobiła się z niego „kobyła”, która będzie liczyć ok 180 stron ze spisem treści i dedykacjami. Spróbuję z pisaniem wyrobić się do końca roku. Następnie ebook przejdzie korektę i cały skład od początku do końca. Będzie to książka (w formie e-booka), która pokazuje światełko w tunelu nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji, daje masę wsparcia, kopa do działania i całą masę motywacji. Musicie wiedzieć, że gdyby nie blog, gdyby nie wy- czytelnicy- ta książka nigdy nie zaczęłaby powstawać. A tak jestem już bliżej, niż dalej.

Jeżeli jesteś zadłużona i szukasz ratunku, jakiegoś logicznego wsparcia i ludzi, którzy są w takiej samej sytuacji, jak ty- dołącz do grupy: „pokonaj swoje długi” Michała Szafrańskiego, w której jestem moderatorką. 

Jeżeli szukasz wsparcia w codziennym życiu, dawki motywacji i kopa do działania, dołącz do grupy wsparcia: „Lepsze życie„, której jestem założycielką. Jest nas już ponad 100 świetnych kobiet i każdego tygodnia nasza grupa rośnie w siłę! Na wiosnę planujemy zorganizować pierwsze nieoficjalne spotkanie  grupy we Wrocławiu. 

Ebooka już zapowiadam, ale jeszcze nie podam daty startu sprzedaży. Ani nawet nie podam jeszcze jego orientacyjnej ceny. Najpierw skończę go pisać 🙂

 

„Na szczycie zawsze jest najwięcej miejsca i panuje tam mniejsza konkurencja. Z dwóch powodów:
  • Po pierwsze, niewielu ma odwagę, aby w ogóle się tam wybrać
  • Po drugie, niewielu z tych, którzy już o tym postanowią, wystarcza determinacji”
– Kamila Rowińska

Jak rzucić palenie? 3 i 4 miesiąc bez papierosa.

Rzucając palenie papierosów w lipcu tego roku myślałam, że nigdy nie dotrwam do tego momentu. Jednak okazuje się, że im dłużej człowiek nie myśli o zapaleniu- tym jest po prostu łatwiej! Mój mąż mówi, że zazdrości mi tego, że udało mi się rzucić i już ponad 4 miesiące trwam bez papierosa. On myślał, że paląc jednego papierosa dziennie, nigdy się nie uzależni. Podobnie twierdziłam jeszcze dwa lub trzy lata temu.

Pokonałam moją pierwszą granicę uzależnienia. Po nowym roku będę świętować prawdziwe zwycięstwo. W końcu już raz w życiu pół roku nie paliłam, a do daty styczniowej już bliżej, niż dalej. Jeszcze miesiąc temu pisałam wam, że czuję złość na papierosy. W tej chwili stały mi się prawie obojętne. W listopadzie, czyli w 5 miesiącu niepalenia odezwały się do mnie wyzwalacze uzależnienia. Według aplikacji Quit Now zaoszczędziłam 1098 zł i odzyskałam 6 dób oraz 13 godzin czasu, które przeznaczałam na palenie. Niezapalone papierosy: 1571 sztuk 🙂

Aczkolwiek skłamałabym gdybym napisała, że ani razu przez ten czas mnie nie kusiły. Miałam kryzysowe momenty, jak zobaczyłam np. paczkę papierosów na parapecie w kuchni. Pomyślałam, czemu nie? Czemu nie ten tylko jeden raz? Za chwilę wróciło otrzeźwienie, że szkoda marnować tych 3 miesięcy i przecież wiem, że jeden papieros wystarczy do powrotu do nałogu. Pomyślałam o wyrzutach sumienia i zawiedzeniu samej siebie- przeszło mi od razu 🙂 Obawiam się bardziej przykrych uczuć, niż samego powrotu do palenia.

Czasem śni mi się, że palę papierosy. Wracają wspomnienia, jak katowałam się poczuciem winy przed samą sobą i wstydem przed innymi osobami: „A ty znowu palisz? Czemu? – bo tak!”. Budzę się następnie rano i mówię: „Uff, to na szczęście sen”.

Czasem dokucza mi brak nagrody i myślę, że te nagradzanie się przestało na mnie z lekka działać. Myśli o zapaleniu wracają, gdy jestem przepracowana lub kolejny raz w życiu ogarnie mnie uczucie strachu i przerażenia. Tak było w tą niedzielę, gdy miałam kolizję z sarną na drodze.  Gdy wyszłam z auta cała się trzęsłam, nogi miałam ciężkie jak z metalu, w głowie panował jeden wielki huk. Oczywiście jaka była moja pierwsza myśl? Papieros! Wezmę się znieczulę, przecież to genialny pretekst do zapalenia! świetne usprawiedliwienie i wymówka. Postanowiłam przeczekać, założyłam słuchawki na uszy, włączyłam muzę i dwie godziny ryczałam z emocji. Na drugi dzień przespałam łącznie 15 godzin. Wczoraj czułam się jeszcze oszołomiona, a dziś emocje opadły i kończę pisać ten tekst- trzeci raz z rzędu. Zaczęłam go pisać na początku października.

Udało mi się, a raczej (na pewno!) wypracowałam zdrowy nawyk reagowania na stresowe sytuacje. Wcześniej- pierwszą myśl był papieros, jako poczucie ulgi. Podobnie myślę dziś sobie-działa kredyt lub szybka pożyczka- przecież miał być ten ostatni! Tak samo działa kieliszek wódki- zapiję i zapomnę o problemach. Przecież już tyle wiem! Więc dlaczego uzależnienie rządzi moim życiem? Jak to się dzieje, że chcę rzucić, a jak bumerang do papierosów wracam? Przecież nie chcę, więc jakim cudem wszystkie moje myśli krążą wokół papierosów? Mogłabym wam napisać, że jest lekko, jest elegancko i wcale o paleniu nie myślę. Mam trochę patową sytuację, ponieważ mój mąż pali. Więc każdy moment jest dobry, aby do uzależnienia wrócić. A tak naprawdę do końca życia będę uzależniona od nikotyny.

Teraz w momencie dużych emocji dzwonię do ludziach i muszę się wygadać. Następnie w miarę możliwości biorę psa na spacer, zakładam słuchawki na uszy i krążę jakieś 3 lub 4 kilometry wokół domu. Terapią jest dla mnie pisanie dla was tego tekstu i wspieranie nim np innych walczących z uzależnieniem! Dobrze mi robi kawa na mieście, wypad do ciucholandu, nowe spodnie lub jazda samochodem okrężną trasą. Wątpliwości mogę zawsze przegadać na psychoterapii (myślę, że to będzie kolejny tekst na blogu poza budżetem domowym) oraz studiowanie! Mam pole do popisu, na którym mogę się spełniać 🙂 jakkolwiek to brzmi.

Mam nadzieję, że ten cykl artykułów będzie trwać i trwać, co najmniej 2 lata! Po dwóch latach statystycznie są znikome szanse, że osoba uzależniona od nikotyny wróci do palenia. Jednak wyzwalacze są podstępne i jak tylko człowiek zapomni, aby się nagrodzić lub porządnie wypocząć- perfidnie dają o sobie znać 🙂

 

Budżet domowy- cele, założenia i realizacja- październik 2019

Bardzo podoba mi się nowa fabuła opisowa budżetu domowego. Uważam nawet, że więcej przekażę wam opisując każdy aspekt finansowy, niż pokazując to i bazując tylko i wyłącznie na tabelkach w exelu. Tym bardziej, że każdy miesiąc jest inny. W każdym miesiącu coś innego się dzieje i ponosimy często inne koszty, niż w miesiącach letnich- wydatki ,takie jak choćby wycieczki szkolne, ubrania zimowe lub mundurek szkolny.

Październik jest i będzie dalej lepszym miesiącem pod względem finansowym. Dołączą do budżetu domowego dwie moje wypłaty- ze szkoły i z korepetycji. Jednak jak pisałam w poprzednim cyklu, miesiące wakacyjne trochę nas poturbowały i zanim odczujemy przypływ gotówki, to trochę czasu upłynie. Mam nadzieję, a przynajmniej zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby do świąt Bożego Narodzenia sytuację finansową unormować.

Nie mam do siebie żadnych pretensji, że potoczyło się życie, jak się potoczyło i od sierpnia do września nie miałam żadnego ze swojego dochodu. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Miałam pracę obiecaną/ uzgodnioną do ostatniej chwili, wróciłam z urlopu i nagle okazało się, że z pracy nici. A ja pod tą pracę ułożyłam wszystkie swoje letnie plany. Za to spędziłam przecudowny czas z własnymi dziećmi, dawno nie miałam już „wolnych wakacji”. Piszę o tym, że zrobię wszystko co z mojej mocy, aby sytuację finansową poprawić- ponieważ mój mąż w dalszym ciągu nie poczuwa się do odpowiedzialności, aby w tej walce mnie wesprzeć. Z jego strony nie mam żadnej pomocy w mojej walce i muszę się z tą sytuacją pogodzić. Mój mąż wręcz nie wierzy, że spłacimy nasze zobowiązania finansowe- więc koniec końców i tak sytuacja została tylko w moich rękach. Miałam plan dziesięcioletni oszczędnościowy, dziś mam tylko roczny, a następnie dwuletni- dla samej siebie i dla własnych dzieci.

Podsumowanie września:

  • wyjazd do skalnego miasteczka w Czechach przełożyłyśmy razem z koleżanką na październik. Mamy nadzieję na ładną pogodę jeszcze pod koniec miesiąca;
  • Budżetu na jedzenie nie przekroczyliśmy- naprawdę udaje mi się pięknie tworzyć listy zakupów z obowiązującymi promocjami. Ostatnio na dużych zakupach w Biedronce na paragonie ujrzałam 50 zł zniżek promocyjnych;
  • Okazało się, że córka nie chce jeść obiadów szkolnych- po pierwsze obiad trzeba zjeść szybko- w 15 minut, po drugie odstać swoje w kolejce- czas skraca się automatycznie do 10 minut. Po trzecie obiad kosztuje 9 zł (zupa i drugie danie), jednak w dużej większości dzieciaki zupy nigdy nie jedzą. Córka kończy lekcje zazwyczaj o 12:30, więc później je obiad normalnie w domu. Dwa razy zdarzyło się, że kupiliśmy porcję obiadową w barze po drodze i to taniej, niż założone 9 zł w szkole. Na obiadach oszczędzamy miesięcznie co najmniej 150 zł.
  • Dziś jestem pewna, że z dniem napisania do końca mojego ebooka, podpiszę umowę z Inkubatorem Przedsiębiorczości. Zaryzykuję miesięcznie opłatę 250 zł z podatkiem do opłacenia, a nie 1300 zł ZUSu plus całą resztę. Ubezpieczenie będę mieć z umowy o pracę w szkole. Wtedy też będę wystawiać comiesięczną fakturę za korepetycje zamiast umowy- zlecenia plus rozliczać wpływy ze sprzedaży ebooka. Faktury kosztowe również się znajdą- hosting, domena bloga, podatki oraz sklep on-line. Na pewno następnie podzielę się z wami moimi obserwacjami oraz zarobkami blogowymi po włączeniu do sprzedaży ebooka.
  • Grafiki korepetycji, szkolne córki oraz mój nauczycielski ładnie się razem ułożyły. Weekendy mam wolne- czyli to, co sobie niedawno postawiłam za cel do zrealizowania. Benzyny spalam ok 25 litrów na dojazdy – 120 zł tygodniowo. to znacznie mniej, niż w ubiegłym roku szkolnym.
  • Nie palę papierosów- już 3 miesiąc- znów planuję wpis z tej serii 🙂

Październik:

  • W październiku dołączyłam do rocznego biegowego wyzwania Kamili Rowińskiej. Potrafię już przebiec za jednym zamachem 400 metrów bez zadyszki. Uczę się panować nad oddechem i średnio co 3 dni pobijam swój rekord życiowy. Codziennie muszę przebiec/ przejść 2 km lub co drugi dzień 4 km.  Teraz mam zamiennik codziennej letniej siłowni. Tanio i zdrowo 🙂 Powinnam się zmieścić w regulaminowym czasie w całym I etapie wyzwania. Jednak tutaj również trzeba być dodatkowo bardzo zmotywowanym, wytrwałym i spostrzegawczym np zamieszczać wpis z dystansem na fanpage Kamili w każdy poniedziałek. Pierwszy cel to wytwać miesiąc w wyzwaniu 🙂
  • Wystartowała przedsprzedaż Dziennika Kobiety Niezależnej na 2020 rok! W dzienniku znajdziecie comiesięczny kalendarz, planer finansów! Miejsce na notatki, zapiszecie sukcesy i wnioski z każdego miesiąca oraz każdego dnia zaplanujecie swoje 3MIT i CHSS 🙂 Prócz Dziennika Kobiety Niezależnej możecie kupić w fajnych pakietach Dziennik Coachingowy, książkę Kobieta Asertywna oraz Dziennik Sukcesów. Każdą z tych pozycji mam i każdą z tych pozycji serdecznie do przerabiania polecam 🙂
  • W październiku planuję zrobić świąteczne wyzwanie pt. „ŚWIĘTA TUŻ TUŻ- tworzymy świąteczny budżet”. Wyzwanie odbędzie się w grupie facebookowej: Lepsze życie- grupa wyłącznie dla kobiet”. W tym tygodniu opublikuję dokładną datę startu wyzwania. Warto dołączyć 🙂 Codziennie wieczorem będę robić live’y związane z wyzwaniem oraz podrzucać wam gotowe karty pracy oraz własne pomysły oszczędnościowe na grudniowy czas. Uważam, że dwa miesiące to świetny czas, aby nie zbankrutować finansowo i rozłożyć sobie wydatki na dość długi czas. Nie kupować następnie w grudniu impulsywnie tego, co popadnie. Te wyzwanie oraz reszta oszczędnościowych wyzwań znajdzie się w moim ebooku. 4 rozdział poruszy każdy aspekt finansowy dorosłego życia.

Newsletter

Zapisz się na Newsletter, aby otrzymać zniżkę! Tworzę e- booka opisującego życie za 3 zł dziennie. Jak doszłam do etapu, że oszczędziłam pierwsze 1000 zł? Jakie triki oszczędnościowe sprawiły, że raz na zawsze zmieniłam swoje życie?

Please wait...

Dziękuję za zapis do newslettera.

Poza tym w październiku zaczęłam rok akademicki i czekam na pierwszy zjazd już za dwa tygodnie. Cieszę się bardzo, że poszłam w kierunku studiów i nawet zaczęłam upatrywać w nich szansę dla samej siebie- na rozwój, na większe poczucie własnej wartości i być może wyspecjalizowanie się w danej dziedzinie. A co będzie dalej? Czas pokaże 🙂