Archiwum kategorii: LEPSZE ŻYCIE

Jak przetrwać w kryzysie, gdy mamy mało pieniędzy? (Koronawirus)

Kryzys może dotknąć każdego z nas obojętnie czy jesteśmy młodsi, czy starsi. Kryzys zazwyczaj potęguje stres, strach i obawy o zdrowie, pieniądze, bezpieczeństwo. Nikt z nas nie jest z żelaza i nieprawdą jest to, że każdy sobie ze wszystkim poradzi. Można 50 razy upaść, ale ten 51 upadek może być nie do przejścia dla danej osoby. Jednak jak przetrwać w kryzysie, gdy mamy mało pieniędzy? Kryzys przychodzi, gdy nie mamy już siły mierzyć się z przeciwnościami losu, kiedy nie widzimy już racjonalnych rozwiązań. Często ludzie w takich momentach sięgają po używki, aby zagłuszyć swój ból oraz cierpienie, sięgają po chwilówki, nadmiernie jedzą lub kupują. To, że nie radzimy sobie z daną sytuacją emocjonalnie lub jakkolwiek psychicznie- to nie znaczy, że jesteśmy słabi.

Dziś mamy kryzys wręcz globalny- pandemię Koronawirusa. Mamy pozamykane szkoły, przedszkola, galerie handlowe i punkty rozrywkowe. Boimy się o siebie, o swoich bliskich. Martwimy się, czy za miesiąc będziemy mieli pieniądze, aby spłacić kredyt lub zwyczajnie nakarmić dzieci. Ze strachu rodzi się panika społeczna, fake newsy, które wydają się takie realne. Ktoś po prostu zasiewa wątpliwości: skąd ten wirus? Czy będą leki? Jak długo będziemy w domu? Ilu jest zarażonych? I ile tak naprawdę jest już ofiar? Często doszukujemy się drugiego dna, którego po prostu nie ma. Boimy się, że spełni się scenariusz Chin lub Włoch w Polsce. Ciężko jest się nawet jednoczyć w czasach epidemii, kiedy zalecana jest izolacja i ostrożność.

Jednak jak przetrwać kryzys (Koronawirus, brak pracy, umowa- śmieciówka, śmierć bliskiej osoby, problemy finansowe), gdy mamy mało pieniędzy?

  • Jeżeli media potęgują w nas strach, niepokój, obawy- wyłączmy telewizor, a w internecie czytajmy tylko najważniejsze i sprawdzone informacje (np o decyzjach władz) – taki sposób dziś zastosowałam i wierzcie mi stres i strach o życie moje i moich dzieci o wiele się zmniejszył;
  • Moment zamknięcia i izolacji wykorzystajmy na porządki lub czymś pożytecznym się zajmijmy, aby wykorzystać dany nam wolny czas. Jeżeli pracujesz w tym trudnym czasie staraj się dużo odpoczywać, pomimo wszystko wysypiaj się i dbaj o higienę najlepiej jak umiesz;
  • Myśl pozytywnie! Nic nam nie da zadręczanie się, co będzie za miesiąc lub za kilka dni. Sytuacja zmienia się dynamicznie. Nawet jeżeli masz mało pieniędzy i nie zgromadziłaś/eś zapasów jedzenia na 2 miesiące- to ciesz się z tego, co masz! To naprawdę pomaga! Ja cieszę się, że wypłaty mi nie zabraknie i zapłacę za miesiąc za mieszkanie. Cieszę się, że będę miała z dziećmi co jeść. Cieszę się, że raty kredytowe zapłacę w terminie. Jesteśmy zdrowi. Tyle na dzień dzisiejszy wystarczy mi do szczęścia. Równo za tydzień wydaję swojego pierwszego ebooka! To też jest powód do radości nawet w tak trudnym momencie.
  • Oszczędzaj siebie i swoją dobrą energię. Jak możesz- pomóż komuś- nie musi to być pomoc finansowa. Nie pracuj ponad siły, no chyba, że pracujesz w szpitalu/ przychodni/ w markecie. Wtedy wróć do punktu 2. Czytaj książki, które do tej pory czekały na swoją kolejkę. Czytaj ebooki i ciekawe blogi. Koniecznie zajmij myśli czymś innym, niż tylko powiadomieniami o nowym zarażonym.
  • Miej zapas jedzenia co najmniej na kilka dni. Wtedy nie chodzisz do sklepu  codziennie i nie denerwujesz się pustym półkami. Gdy wiesz, że masz co jeść i podstawowe leki w apteczce- naprawdę dasz sobie radę! Możesz spróbować upiec domowe ciasto lub zrobić prawdziwy makaron do rosołu. Miej zapas jedzenia- w sensie 2 paczek makaronu lub kaszy, jakieś warzywa, jajka, masło, śmietanę, chleb i coś do chleba. Sam wiesz, jaki koszyk produktów kupujesz zazwyczaj.
  • Gdy mamy mało pieniędzy nie korzystajmy z zakupów online i nie kupujmy 5 pary butów. Jak jeszcze pochodzimy 3 tygodnie w zimowych butach nic naprawdę się nie stanie. Zadbamy o podstawowe produkty gospodarstwa domowego. Poczytaj o domowych środkach do sprzątania- ocet w sklepie jeszcze jest 🙂 Tu przeczytasz i pobierzesz LISTĘ OBIADÓW NA KRYZYSOWY MIESIĄC! Najbardziej popularna lista na całym blogu.
  • Utrzymuj kontakt ze znajomymi przez Facebooka, Messenger, Skype, WhatsUp. Kiedyś kwarantanna się skończy, a z nią wróci życie do miejsc pracy, szkół, przedszkoli. Podtrzymuj na duchu inne osoby,
  • Dowiedz się o wakacje kredytowe (na pewno taką opcję ma bank Millenium), wypowiedz ubezpieczenie z kredytu, zrób wszystko, aby zamknąć marzec na zero. Ja z tym stanem zamknęłam luty, byłam niesamowicie z siebie dumna. Było naprawę trudno.
  • Zamij również dzieciaki. Możesz pobrać mojego darmowego ebooka, który napisałam 2 lata temu. Część rozrywek jest nieaktualna dzięki specustawie. Jednak myślę, że na pewno znajdziesz coś, aby spędzić czas na rodzinnej zabawie. W ebooku są propozycje również na deszczowe dni.  EBOOK:  „40 tanich oraz bezkosztowych sposobów na spędzenie czasu z dziećmi w wakacje”
  • Możesz poszukać dodatkowej pracy online. Ja ostatnio odrzuciłam propozycję wartą 200 zł o reklamie pożyczki na blogu. Wierzcie mi, była to trudna decyzja, zważywszy na to, że każda złotówka w lutym była dla mnie na wagę złota. Firmy kurierskie i poczta podejrzewam, że przechodzą oblężenie- zapewne można dorobić w czasie epidemii. Zdrowie jest ważne, ale przecież z czegoś żyć również trzeba.
  • Naprawdę współczuje ludziom, którzy prowadzą własne działalności lub zatrudnieni są na umowach- zleceniach. Ja dwa tygodnie temu rozpoczęłam pracę w publicznym przedszkolu. Dziś o taką pracę byłoby mi niezmiernie ciężko, a korepetycje indywidualne mam odwołane do zera… Firmy pożyczkowe będą zbierać żniwa. Spróbujcie się nie pozadłużać bardziej. Zapowiadany kryzys gospodarczy to nie bajka. Jeżeli już musicie, pożyczcie pieniądze na jedzenie, życie, na kredyt od znajomego lub rodziny. Nie sięgajcie po chwilówki! Uczcie się na błędach innych ludzi!
  • No i nałogi- nałogi kosztują! Nie palę papierosów 8 miesięcy. Jednak czasem po kilku dniach permanentnego zmęczenia i stresu chciałabym sobie ulżyć jedynym machem, zebrać myśli i zostać sama ze sobą. Jednak gdzieś z tyłu głowy wiem, że jestem uzależniona od nikotyny i wystarczy jeden papieros…

Każdy kryzys hartuje człowieka na jeszcze gorsze czasy. Jak wyjdziemy z takiego kryzysu obronną ręką, to następnie zaczynamy wierzyć sami w siebie i wiemy, co to znaczy poczucie sprawczości. Ja miałam wiele kryzysów w swoim życiu, miałam wiele momentów, w których nie miałam już siły i chciałam się poddać. Kiedy nie widziałam już żadnego rozwiązana. Jeżeli nie widzisz już serio żadnego rozwiązania to zapytaj o nie pierwszą osobę, drugą, trzecią, a nawet dziesiątą. Czasem ta jedenasta osoba jest w stanie mądrze nas pokierować i wesprzeć.

Ja w lutym kolejny raz przewróciłam swoje życie do góry nogami. Kiedy poukładałam i pozamykałam pewne sprawy, przyszła epidemia Koronawirusa.  Pozostało mi jeszcze złożyć wniosek do Dziekana (meilowo) o tok indywidualny i rozłożenie płatności za czesne w kolejnych miesiącach. Kolejny raz w życiu staję na nowo na nogi po etapie rozpaczy, niesamowitej determinacji i działania pod dużą presją czasu. Kiedyś wam opowiem na blogu.

Na miesiąc czasu wycięło mnie z internetu całkowicie i dziś wracam do was z przytupem z gotowym ebookiem: „INWESTYCJA W LEPSZE ŻYCIE”. Postanowiłam, że nic i nikt nie powstrzyma mnie przed jego wydaniem i sprzedażą. Chyba, że wyłączą prąd lub internet!

A na takie szpilki kiedyś mnie będzie stać na pewno 😉

PREMIERA EBOOKA; 21.03.2020 – POWIADOMIĘ WAS O NIEJ W KOLEJNYM WPISIE

W pierwszy dzień wiosny pojawi się również darmowy rozdział ebooka, czyli wstęp. Sami zdecydujecie, czy elektroniczny produkt jest warty swojej ceny.

Cena brutto ebooka będzie wynosić 60 zł. Każdy czytelnik bloga będzie mógł nabyć produkt w promocji 10 zł taniej przez pierwszy miesiąc sprzedaży.

Natomiast zniżkę 10 zł, która łączy się z promocją wyżej otrzymają wszystkie kobiety, które dołączą do grupy wsparcia na facebooku: „LEPSZE ŻYCIE„. Ta zniżka będzie bezterminowa na cały koszyk zamówień do końca świata ever.

Na tego ebooka ma być stać każdą osobę, nawet tą zadłużoną. W środku jest opisany obszerny rozdział oszczędnościowy z perspektywy osoby spłacającej raty kredytowe. Na Instagramie możecie podejrzeć proces powstawania ebooka, a nawet poczytać przedpremierowo „wyrywkowe” strony jeszcze z przed korekty.

WYSTARTUJE RÓWNIEŻ NA KONKURS, W KTÓRYM BĘDZIE MOŻNA WYGRAĆ 100% ZNIŻKĘ NA EBOOKA 😉

UWAGA! KONKURS WYSTARTOWAŁ:

KLIKNIJ 

TUTAJ NA FB

ORAZ TUTAJ NA IG:

 

Nigdy już więcej nigdzie z Tobą nie pójdę! – czyli o początku końca…

  • Pani w banku powiedziała, że jestem zakredytowany pod korek. Dodatkowo mam chwilówkę do spłacenia, więc droga do jakiegokolwiek kredytu jest zamknięta.
  • Ty obudziłeś się po 4 latach? Po 4 latach, że jesteś zakredytowany pod korek??? Jak przeprowadzaliśmy się 2,5 roku temu na drugi koniec Polski, wtedy już byliśmy zadłużeni po uszy! Przecież to było kwestią czasu, że banki powiedzą: STOP!
  • Pani w banku powiedziała, że jak pójdziesz ze mną do placówki, wtedy podwyższymy twoimi dochodami zdolność kredytową.
  • Nie…. Ja już nigdy więcej nigdzie z Tobą nie pójdę! Po żaden kredyt! Po żadną pożyczkę i żadną chwilówkę! 
  • To, co teraz zrobimy?
  • Pytanie, czy ty chcesz coś zrobić! Czy ty chcesz się w końcu zaangażować w nasze życie rodzinne i finansowe! Ja już sama nic nie zrobię! Nie mam już siły, nie mam już żadnych mocy. Ja przez 4 lata robiłam, co mogłam…  Ja już po prostu więcej na siebie nie wezmę…

Rozpłakałam się już z bezsilności. Od długiego czasu pracuję ponad swoje siły, bywały momenty, że nie widywałam dzieci. Byłam wiecznie przez męża obwiniania o mój pracoholizm. Po przeprowadzce 2,5 roku temu zwiększyłam swoje dochody 3- krotnie! Lecz też 2- krotnie przez ten czas się zadłużyliśmy. Żyję w wiecznym napięciu: praca, dom, spanie – praca, dom, studia, spanie- praca, dom, studia, pisanie książki, odsypianie… Doszłam do momentu w życiu, w którym nie widziałam już światełka w tunelu. Poddałam się… Widać, kiedy mam kryzys zwłaszcza w socjal mediach- po prostu znikam na jakiś czas.

Co ja miałam wam czytelnikom napisać na blogu? Gdzie ta kontynuacja? Nie umiem udawać, nie umiem zmyślać. Nie umiem pisać lub też opowiadać po omacku. Miałam napisać dla ludzi, którzy pokładają w tym blogu nadzieję na lepsze życie, że tego lepszego życia nie ma? Nie jest możliwe? Miałam napisać, że oszczędziłam 1200 zł i znów mi je wcięło w naprawę samochodu? Miałam napisać, że rzuciłam palenie (+ 300 zł), oszczędziłam pieniądze (1200 zł), zdobyłam dwie godziny dodatkowych korepetycji (poza projektem +300 zł) a zabrakło mi kasy na czesne za studia??? Jakim cudem? Pierwszy raz od 1,5 roku poślizg w płatności za wynajmowane mieszkanie.

Wpadłam w czarną rozpacz. Przestałam się bać dzwoniącego telefonu z obcych numerów, przestałam się bać za chwil parę windykacji i w końcu komornika…  Układałam w głowie plan B. Chciałam już tylko ratować siebie i dzieci. Wczoraj rozmawiałam z dziewczyną, która też wdepnęła w gówno kredytowe i boi się o sytuację finansową swojej rodziny. Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką, która 12 lat po rozwodzie spłaca nadal długi z poprzedniego małżeństwa. „Aga nie rób głupot! zostaniesz sama! Zostanie ci najniższa krajowa, komornik zedrze z ciebie ostatnie pieniądze. Nie łódź się, że zobaczysz alimenty!” (faktycznie próg funduszu alimentacyjnego 800 zł na osobę jest bardzo, bardzo śmieszny, wręcz tragiczny). Patowa sytuacja…

Ja już nawet nie mam czego sprzedać! Nie mam nic! A pracować już dodatkowo nie mam kiedy! Nie mogę dokupić sobie dodatkowego czasu… Jasne, ja mogę dużo zmienić, ale nie mogę się łudzić, że zmienię drugą osobę. Jeżeli przez tak długi czas, po tylu wydarzeniach i kryzysach, w których wiecznie gasiłam wszelkie pożary- jeżeli nadal nie ma poprawy? To co ja jeszcze mogę zrobić? No nic, usiąść i się rozpłakać… Wyć z bezsilności.

Ile czasu można wojować i nic z tego nie mieć? Żadnego, kompletnie żadnego wsparcia. Ile czasu można ciułać grosz do grosza i znów, kolejny raz znów zaczynać od nowa? Ile czasu można wierzyć w to, że będzie lepiej- jeżeli raz na kilka miesięcy robisz krok w tył- dobierając/ konsolidując kolejny kredyt? Ile jeszcze czasu będę mieć siłę, aby wspierać inne zadłużone osoby? Jeżeli sama z tego gówna wyjść nie mogę? A czytelnicy zaczynają do mnie pisać, podziwiając mnie- moją siłę i determinację. Poszukują nadziei, wsparcia, jakiegokolwiek zracjonalizowania swojej sytuacji…

Jak założyłam sobie w sierpniu, zaczęłam docierać do mojej grupy odbiorców. Nikt z nich nie wybiegnie na ulicę i nie krzyknie:

„Wzięłam kredyt hipoteczny, dodatkowy na samochód, potem konsolidację na jego naprawę i nie wiem, co zrobić”

„Zabrakło mi pieniędzy, zabrakło mi na kolejną ratę kredytu, kto mnie poratuje przed świętami?”

„Dostałam 500 plus, spłaciłam chwilówkę, nie mam na jedzenie dla dzieci. Jeżeli dzieci nie będą miały co jeść, będę miała większe poczucie winy, wezmę kolejną większą chwilówkę- przecież nie będę karać dzieci za własne błędy”

Tych ludzi nie widać, tych ludzi nie słychać. Oni walczą po cichu. Ciułają grosz do grosza, aby spłacić kolejne przedłużenie chwilówki na tydzień, aby zapłacić tą zaległą ratę kredytu z przed 3 tygodni, bo wciąż dzwonią i dzwonią- raz z Krakowa, raz z Poznania, raz z Warszawy. Czekają na 10. jak na zbawienie, bo w końcu zakupy normalne można zrobić i te 3 raty zapłacić.  Zadłużeni boją się zmienić pracę, bo nie mogą zarabiać mniej- nie starczy im na raty. Nie mogą spokojnie rzucić pracy, jeżeli atmosfera jest do dupy. Co się stanie, gdy z drugiej pracy nic nie wyjdzie? Będą łapać cokolwiek, aby tylko mieć pieniądze na zobowiązania.

Jeżeli zadłużony człowiek nie ma żadnego wsparcia sięga po używki. Może na chwilę zapomni? Może uda mu się wyciszyć to poczucie pustki, beznadziei i strachu o kolejny dzień? Papierosy, alkohol, hazard, konsumpcjonizm oraz narkotyki ciągną jeszcze bardziej w dół finansowo. Ludzie zadłużeni wpadają w depresje,  za długo próbują być silni. Za długo muszą być silni… Za długo walczą osamotnieni. Kredyty często poróżniają małżeństwa. Kredyty łączą jeszcze bardziej ludzi ze sobą, niż ślub. Małżeństwo można rozwiązać za porozumieniem stron, niestety z kredytem tego samego zrobić nie można.

W pewnym momencie stwierdziłam, że mogę czuć się niekochana, mogę czuć się niedoceniona, mogę w końcu zostać sama z dziećmi, ale pieniądze na życie muszę mieć. Mnie nie satysfakcjonuje minimum socjalne, ale też nie muszę mieć luksusów. Chcę się przestać bać o kolejny dzień, o kolejny miesiąc z mniejszą wypłatą. Chcę widzieć zamykane kredyty jeden po drugim. Tylko w kolejny roku 2020 możemy z palcem w nosie zamknąć 8 mniejszych kredytów.

Nie wierzę nadal w zmianę mojego męża. Nie ufam mu, kiedy mówi, że chce się zaangażować w spłatę zadłużenia. Napisał mi list, w którym przeprosił, że ponad 3 lata walczyłam ze wszystkim sama. Postanowił w tej walce mnie wesprzeć. Na początku grudnia rzucił palenie (+400 zł), sprzedał swoją mini wieżę (+300 zł), którą kilka miesięcy temu wziął w tajemnicy na raty (i miał później karczemną awanturę), sprzedaje swoją kolekcję oryginalnych płyt CD (60 sztuk, które zebrał tylko przez ostatni rok!). Przeciera szlaki w prowadzeniu budżetu domowego (zapisuje każdy wydany grosz) i uczy się biedronkowych cen na pamięć. Pytacie o kontynuację? Kontynuacja właśnie zaczęła się na nowo pisać. Mam wrażenie, że zaczynam całą robotę od początku. Tylko ja już więcej nie zrobię, niż tyle, co już na sobie dźwigam.

Ja właściwie od początku mojego dorosłego życia zawsze byłam zadłużona (najpierw z winy rodziców, później pierwsze pożyczki po koleżankach) i o tym piszę mój ebook. Piszę o negatywnych schematach postępowania, które wyniosłam ze swojego dysfunkcyjnego domu, a następnie przeniosłam je w swoje dorosłe życie. W ebooku opisałam moją ścieżkę zawodową, którą poszłam aby spełnić ambicje rodziny. Piszę o depresji i toksycznej teściowej. O życiu za 3 zł i w końcu przekroczeniu granicy kryterium dochodowego uprawniającego do świadczeń rodzinnych. W książce opisana została moja 12- letnia walka o lepsze życie. Książka zapewne za 2/3 lata będzie miała swoją kontynuację. W książce opisuję pracoholizm, walkę z zadłużeniem, mobbing i związane z tym poczucie winy. Pisze o blogowaniu i o hejcie, jaki wylał się na mnie pół roku temu. Piszę o czytelnikach, których słowa zawsze mnie wspierały. Piszę o przyjaźniach, które wychodzą poza granice blogowania i świata wirtualnego. O psychoterapii, dzięki której sytuacje do tej pory normalne- przestają normalnymi być.

Książka ma w tej chwili 120 stron, pozostało mi dokończyć rozdział oszczędnościowy ( opisuję w nim wszystkie kroki finansowe, które przeszłam przez 4 lata) i zakończenie. Zakończenie również będzie w formie ostatniego rozdziału. Dlatego wybaczcie mi ciszę na blogu, w miarę wolnego czasu usiłuję dokończyć największy i najbardziej obszerny projekt w moim życiu. Ebook na początku miał liczyć 90 stron, zrobiła się z niego „kobyła”, która będzie liczyć ok 180 stron ze spisem treści i dedykacjami. Spróbuję z pisaniem wyrobić się do końca roku. Następnie ebook przejdzie korektę i cały skład od początku do końca. Będzie to książka (w formie e-booka), która pokazuje światełko w tunelu nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji, daje masę wsparcia, kopa do działania i całą masę motywacji. Musicie wiedzieć, że gdyby nie blog, gdyby nie wy- czytelnicy- ta książka nigdy nie zaczęłaby powstawać. A tak jestem już bliżej, niż dalej.

Jeżeli jesteś zadłużona i szukasz ratunku, jakiegoś logicznego wsparcia i ludzi, którzy są w takiej samej sytuacji, jak ty- dołącz do grupy: „pokonaj swoje długi” Michała Szafrańskiego, w której jestem moderatorką. 

Jeżeli szukasz wsparcia w codziennym życiu, dawki motywacji i kopa do działania, dołącz do grupy wsparcia: „Lepsze życie„, której jestem założycielką. Jest nas już ponad 100 świetnych kobiet i każdego tygodnia nasza grupa rośnie w siłę! Na wiosnę planujemy zorganizować pierwsze nieoficjalne spotkanie  grupy we Wrocławiu. 

Ebooka już zapowiadam, ale jeszcze nie podam daty startu sprzedaży. Ani nawet nie podam jeszcze jego orientacyjnej ceny. Najpierw skończę go pisać 🙂

 

„Na szczycie zawsze jest najwięcej miejsca i panuje tam mniejsza konkurencja. Z dwóch powodów:
  • Po pierwsze, niewielu ma odwagę, aby w ogóle się tam wybrać
  • Po drugie, niewielu z tych, którzy już o tym postanowią, wystarcza determinacji”
– Kamila Rowińska

Jak rzucić palenie? 3 i 4 miesiąc bez papierosa.

Rzucając palenie papierosów w lipcu tego roku myślałam, że nigdy nie dotrwam do tego momentu. Jednak okazuje się, że im dłużej człowiek nie myśli o zapaleniu- tym jest po prostu łatwiej! Mój mąż mówi, że zazdrości mi tego, że udało mi się rzucić i już ponad 4 miesiące trwam bez papierosa. On myślał, że paląc jednego papierosa dziennie, nigdy się nie uzależni. Podobnie twierdziłam jeszcze dwa lub trzy lata temu.

Pokonałam moją pierwszą granicę uzależnienia. Po nowym roku będę świętować prawdziwe zwycięstwo. W końcu już raz w życiu pół roku nie paliłam, a do daty styczniowej już bliżej, niż dalej. Jeszcze miesiąc temu pisałam wam, że czuję złość na papierosy. W tej chwili stały mi się prawie obojętne. W listopadzie, czyli w 5 miesiącu niepalenia odezwały się do mnie wyzwalacze uzależnienia. Według aplikacji Quit Now zaoszczędziłam 1098 zł i odzyskałam 6 dób oraz 13 godzin czasu, które przeznaczałam na palenie. Niezapalone papierosy: 1571 sztuk 🙂

Aczkolwiek skłamałabym gdybym napisała, że ani razu przez ten czas mnie nie kusiły. Miałam kryzysowe momenty, jak zobaczyłam np. paczkę papierosów na parapecie w kuchni. Pomyślałam, czemu nie? Czemu nie ten tylko jeden raz? Za chwilę wróciło otrzeźwienie, że szkoda marnować tych 3 miesięcy i przecież wiem, że jeden papieros wystarczy do powrotu do nałogu. Pomyślałam o wyrzutach sumienia i zawiedzeniu samej siebie- przeszło mi od razu 🙂 Obawiam się bardziej przykrych uczuć, niż samego powrotu do palenia.

Czasem śni mi się, że palę papierosy. Wracają wspomnienia, jak katowałam się poczuciem winy przed samą sobą i wstydem przed innymi osobami: „A ty znowu palisz? Czemu? – bo tak!”. Budzę się następnie rano i mówię: „Uff, to na szczęście sen”.

Czasem dokucza mi brak nagrody i myślę, że te nagradzanie się przestało na mnie z lekka działać. Myśli o zapaleniu wracają, gdy jestem przepracowana lub kolejny raz w życiu ogarnie mnie uczucie strachu i przerażenia. Tak było w tą niedzielę, gdy miałam kolizję z sarną na drodze.  Gdy wyszłam z auta cała się trzęsłam, nogi miałam ciężkie jak z metalu, w głowie panował jeden wielki huk. Oczywiście jaka była moja pierwsza myśl? Papieros! Wezmę się znieczulę, przecież to genialny pretekst do zapalenia! świetne usprawiedliwienie i wymówka. Postanowiłam przeczekać, założyłam słuchawki na uszy, włączyłam muzę i dwie godziny ryczałam z emocji. Na drugi dzień przespałam łącznie 15 godzin. Wczoraj czułam się jeszcze oszołomiona, a dziś emocje opadły i kończę pisać ten tekst- trzeci raz z rzędu. Zaczęłam go pisać na początku października.

Udało mi się, a raczej (na pewno!) wypracowałam zdrowy nawyk reagowania na stresowe sytuacje. Wcześniej- pierwszą myśl był papieros, jako poczucie ulgi. Podobnie myślę dziś sobie-działa kredyt lub szybka pożyczka- przecież miał być ten ostatni! Tak samo działa kieliszek wódki- zapiję i zapomnę o problemach. Przecież już tyle wiem! Więc dlaczego uzależnienie rządzi moim życiem? Jak to się dzieje, że chcę rzucić, a jak bumerang do papierosów wracam? Przecież nie chcę, więc jakim cudem wszystkie moje myśli krążą wokół papierosów? Mogłabym wam napisać, że jest lekko, jest elegancko i wcale o paleniu nie myślę. Mam trochę patową sytuację, ponieważ mój mąż pali. Więc każdy moment jest dobry, aby do uzależnienia wrócić. A tak naprawdę do końca życia będę uzależniona od nikotyny.

Teraz w momencie dużych emocji dzwonię do ludziach i muszę się wygadać. Następnie w miarę możliwości biorę psa na spacer, zakładam słuchawki na uszy i krążę jakieś 3 lub 4 kilometry wokół domu. Terapią jest dla mnie pisanie dla was tego tekstu i wspieranie nim np innych walczących z uzależnieniem! Dobrze mi robi kawa na mieście, wypad do ciucholandu, nowe spodnie lub jazda samochodem okrężną trasą. Wątpliwości mogę zawsze przegadać na psychoterapii (myślę, że to będzie kolejny tekst na blogu poza budżetem domowym) oraz studiowanie! Mam pole do popisu, na którym mogę się spełniać 🙂 jakkolwiek to brzmi.

Mam nadzieję, że ten cykl artykułów będzie trwać i trwać, co najmniej 2 lata! Po dwóch latach statystycznie są znikome szanse, że osoba uzależniona od nikotyny wróci do palenia. Jednak wyzwalacze są podstępne i jak tylko człowiek zapomni, aby się nagrodzić lub porządnie wypocząć- perfidnie dają o sobie znać 🙂