Przeskocz do treści

19

Myślałam, że już nic mnie nie pokona. Myślałam, że jak teraz zaczęło nam się pięknie układać, jak wszystko się ustabilizowało, to nie będę miała potrzeby, aby spoglądać za siebie. A jednak potrzebuję tego...

Zaczynam terapię u psychologa w następnym tygodniu. Zaraz po opublikowaniu dla was wpisu "Nasza historia o powolnym zadłużaniu" coś we mnie pękło. Chciałam napisać kolejną część, wyrzucić z siebie w jakim destrukcyjnym środowisku żyłam przed 5 lat (1,5 roku przed przeprowadzką), opowiedzieć wam jak łamałam schematy, ile razy waliłam głową w mur, ile razy wyłam z bezsilności, ale zaciskałam zęby, bo przecież będzie lepiej, bo przecież nie było innego wyjścia. Nie umiem napisać kolejnych części, nie umiem analizować tych lat miesiąc po miesiącu, ponieważ rozpadam się emocjonalnie na milion kawałków. Tą pierwszą część pisałam ze łzami w oczach, zastanawiając się, czy zrozumiecie.....  Powiem wam, że takiego odzewu i tylu komentarzy (w sensie merytorycznych) nawet się nie spodziewałam. Obserwując inne blogi (parentingowe czy też lifestylowe) dumna jestem, ze mam tak  mądrych i empatycznych czytelników.

Pisząc ten blog wkładam w niego kawał mojego życia. Oddaję wam pewną część siebie nie oczekując nic w zamian. Uwielbiam blogować. Uwielbiam pisać. Tak naprawdę pisać o takich tematach jak bieda, brak pieniędzy czy długi wcale nie jest łatwo. Na blogu włączona jest moderacja komentarzy. Moderacja jest wyłączona dla osób, których komentarze zatwierdzę za pierwszym razem oraz nie toleruję spamu. Boję się negatywnych komentarzy, negatywnych opinii, czy to wśród czytelników, czy wśród ludzi wokół. Ten blog jest moją formą terapii i w pewnym sensie też pamiętnikiem. w końcu dokumentuję tu moje postępy- życiowe, finansowe... Wspominam o rodzinie, opisuję nasze wydatki, wyjazdy bądź nasze zainteresowania.

Przez ostatnie 5 lat byłam non- stop oceniana. Na każdym kroku. Niby miałam w jakiś sposób wolność, ale czułam cały czas za sobą smycz w postaci teściów, dla których jestem wyrodną synową, która zabrała syna, wnuki i wyjechała daleko....

Czytaj dalej... "Zaczynam terapię u psychologa…"

14

Już za miesiąc święta. Nie wiem, jak wy, ale ja już rozpoczęłam sezon na słuchanie kolęd oraz intensywnie rozmyślam nad prezentami dla bliskich. Co prawda w tym roku mamy ich do obdarowania zdecydowanie mniej, niż jeszcze rok i dwa lata temu. Jednakże myślę nad wysłaniem jakiegoś podarunku dla moich dziadków oraz dla siostry. Nawet coś banalnie małego, a zarazem oryginalnego! Dziś chciałabym wam przedstawić niedrogie prezenty świąteczne do 20 zł! O tak! Tylko do 20 zł! Ten artykuł nie jest w żaden sposób sponsorowany. 

Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że budżet domowy nie jest z gumy. Jak nie mamy odłożonych oszczędności na prezenty świąteczne, to przecież tych pieniędzy nie wyczarujemy. Ewentualnie możemy pomyśleć o prezentach prosto z serca, które nie muszą kosztować majątku. Możemy zrezygnować z niektórych wydatków na rzecz prezentów świątecznych, lub inaczej- możemy z budżetu domowego wyodrębnić pewną kwotę pieniędzy, którą na te prezenty wydamy. To już naprawdę ostatni moment, aby nad prezentami świątecznymi pomyśleć i nie kupować byle czego tuż przed zamknięciem marketów.

TOP 10 NIEDROGICH PREZENTÓW ŚWIĄTECZNYCH

Czytaj dalej... "Pomysły na niedrogie prezenty świąteczne- TOP 10!"

18

Ostatnio zasypuję was nowymi artykułami. Ciężko mi zaczynać ten cykl na blogu, ponieważ nie mogę i nie chcę nikogo nimi urazić. Znów pisanie ogólnikowo do mnie kompletnie nie pasuje. Spróbuję wam zobrazować kilkoma sytuacjami w życiu, w jakim toksycznym środowisku mieszkałam przez ostatnie 5 lat przed przeprowadzką. Spróbuję wam wytłumaczyć, jak trudno było mi się wyrwać z miasteczka na północy Polski. Będzie to opowieść o naszym powolnym zadłużaniu się. Ten wpis czekał ponad pół roku w szkicach na opublikowanie. Napisanie i upublicznienie go kosztowało mnie bardzo dużo. Jednak po latach muszę to wszystko z siebie wyrzucić. Bardzo dużo czasu byłam z tym wszystkim sama, ponieważ było to wszystko tajemnicą.

Opowiem wam, jakim w ogóle cudem zdecydowaliśmy się na tak raptowny krok rzucenia wszystkiego i jaka myśl mnie do tego skłoniła. To ja namówiłam mojego męża, a długo go namawiałam (jakieś 2 lata) na wyjazd do innego miasta. Opowiem wam, kiedy doszliśmy do granicy... Czemu do tej granicy doszliśmy i dlaczego jedynym rozwiązaniem była przeprowadzka daleko od miasta poprzedniego zamieszkania.  Czytaj dalej... "Nasza historia o powolnym zadłużaniu"