Życie przed i po przeprowadzce- różnice

Nasze życie po przeprowadzce 650 km od domu rodzinnego zmieniło się diametralnie. Zmieniła się nasza mentalność, podejście do życia i pieniędzy. Dziś już nie ma rzeczy niemożliwych. Jeszcze 7 miesięcy temu mieszkaliśmy 100 km od Olsztyna, tuż przy granicy polsko- rosyjskiej. Dziś mieszkamy 45 km od Wrocławia blisko granic Czech i Niemiec. Teraz bliżej nam do Unii Europejskiej, a te różnice na plus  widać codziennie.

Więcej zarabiam

W poprzednich okolicach nie mogłam liczyć na umowę o pracę. Jeżeli już była, to tylko na zastępstwo lub na czas określony. Najczęściej była to praca na czarno, za mniej, niż najniższa krajowa. Według mentalności z poprzedniego miejsca zamieszkania praca na umowę była spełnieniem marzeń. Znakiem, że ktoś ma w życiu dobrze. Ktoś ma na pewno jakieś znajomości lub rodzinę na stanowisku- tylko dlatego, że ma pracę- zwłaszcza w budżetówce. 

Pamiętam jak pisałam wam, że w hotelu po przyjeździe na Dolny Śląsk zaproponowali mi 1800 zł na rękę. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa, a niedługo potem okazało się, że zarobić 2500 zł na miesiąc nie jest żadnym problemem. Tutaj pracownik musi się cenić, bo po prostu nie ma ludzi do pracy.

Lepszy dostęp do lekarzy

Jaka ja byłam w szoku, gdy w listopadzie 2017 roku zapisałam się na fundusz zdrowia do endokrynologa na marzec tego roku. Tylko 4 miesiące czekania. A w jeszcze większym szoku byłam, gdy zadzwoniłam do Świdnicy, aby zapisać córkę do okulisty. Miejsce znalazło się zaraz na drugi dzień i to bez żadnych wtyków. Neurolog dziecięcy również bez problemu- termin marzec 2018. Mąż wczoraj zapisał się do neurologa na połowę kwietnia. Zamierzam również pozapisywać nas do stomatologa na nfz.

Pamiętam, jak w zestawieniu za 2016 rok pisałam wam, że wydaliśmy ponad 1000 zł na same prywatne wizyty u lekarzy. Lekarzy specjalistów na Warmii i Mazurach  (nawet w takim Olsztynie) można policzyć na palcach rąk- zwłaszcza neurologów dla dzieci. Zwłaszcza, że kolejki sięgają ponad roku. Zwłaszcza, że do endokrynologa nie miałam szans się dostać na NFZ przez ponad rok czasu. Za wszystkie badania, wizyty, leki bez zniżki płaciłam z własnych pieniędzy. Dentysta na NFZ? Takich z powołaniem, z cierpliwością do dzieci miałam dwóch w mieście- do miasta 20 km. Wizyta u neurologa dziecięcego wiązała się ze 150 zł opłatą + 100 zł trzeba było wydać na benzynę. I tak co dwa miesiące plus mój endokrynolog 120 zł raz na pół roku. Dodać dla męża neurologa- też od czas do czasu prywatnie i sumka zbierze się niemała. Było minęło!

Kino, sala zabaw, lodowisko, eventy dla dzieci, Mc Donald

Ze wszystkich tych rzeczy nasze dzieci znały jedynie salę zabaw i to naprawdę raz na dłuższy czas. Najbliższe lodowsko było 20 km od naszego miejsca zamieszkania. Kino? Helios w Olsztynie.

Taki wyjazd do kina to był nie lada wydatek. 100 zł za same bilety + wiadomo popcorn, cola. No i do tego też trzeba było 100 km do tego kina dojechać. Nam się taki wyjazd specjalnie do kina zwyczajnie nie opłacał. Ewentualnie mogliśmy zawsze zaczepić o McDonalda- też w Olsztynie.

Dziś do kina mamy 15 km- czy to w Świdnicy, czy w Wałbrzychu. Ewentualnie Centrum Kultury na miejscu również wyświetla często kinowe hity. Lodowisko mamy na miejscu. Dużo kosztów choćby dojazdów odpada. Mc Donald również mamy w Strzegomiu! Eventy dla dzieci? Proszę bardzo, Wrocław jedyne 45 km od nas, jedziemy "krajową 5-tką" - 20 km do autostrady.

Koszty dojazdów

Prawda jest taka, że mieszkając w poprzednim regionie wszędzie mieliśmy daleko:

  • do Biedronki, Lidla, Polo Marketu, Netto- 20 km
  • Do kina, Mc Donalda - 100 km
  • do lekarza- 20 km
  • do lekarza specjalisty dziecięcego- 100 km
  • do pracy- zawsze ponad 10 km
  • My wszędzie, ale to wszędzie musieliśmy dojechać

Jeszcze zaglądając w poprzedni budżet widzę, że wydawaliśmy ponad 600 zł miesięcznie na benzynę + koszty ekploatacji samochodu. Dziś gdy praca jest na miejscu i większość potrzeb możemy załatwić w najbliższej okolicy- koszty benzyny spadły niemal o połowę.

I dziś się śmieję, że jak mi padnie samochód- to jak nie będzie pieniędzy na naprawę- to będzie stał w miejscu, aż uzbieramy. Najwyżej dłużej dojdziemy na piechotę i stracimy trochę więcej czasu. W poprzednim miejscu jak zepsuł się samochód nie dotarliśmy do lekarza, nie dotarliśmy do pracy lub w inne umówione miejsce.

Życie zmieniło nam się bardzo na plus i czuję, że to dopiero początek. My dopiero odżyliśmy, odetchnęliśmy pełną piersią i zaczynamy wierzyć w lepsze jutro. Co na pewno widać po moich wpisach, bo potwierdzacie to w licznych komentarzach 🙂

P.S. Chciałam was również poinformować, że mój blog został wyróżniony w plebistycie Matchbanker blogów o finansach osobistych. Jest mi niezmiernie miło, tym bardziej, że ja to w temacie finansów jeszcze jestem raczkująca 😉 

Nie zależy mi na zdobyciu pierwszego, drugiego lub szóstego miejsca. Czuję się zaszczycona, że mój blog znalazł się w zestawieniu tak poczytnych blogów jak:, tosięoplaca.pl, finansenaobcasach.info, lub wow! subiektywnieofinansach.pl

JEŻELI CHCESZ ZAGŁOSOWAĆ NA BLOG

RODZINA NA KREDYT

KLIKNIJ W OBRAZEK PONIŻEJ

WYBIERZ BLOGA: rodzinanakredyt.pl

I ZATWIERDŹ SWOJĄ ODPOWIEDŹ 🙂

Pięknie dziękuję za każdy oddany głos!

 

12 myśli na temat “Życie przed i po przeprowadzce- różnice

  1. Bardzo się cieszę😁. Naprawdę fajnie jest czytać o tym, że komuś jest lepiej i lepiej 😀.
    Swoją drogą widać zalety takiej wielkości miejscowości- gdzie infrastruktura jest już stosunkowo dobra, a w razie czego większe miasto jest także niedaleko.
    Gdy mieszka się w dużym mieście (chociażby Wrocławiu lub Warszawie) z reguły też do pracy jedzie się >10km. Podobnie do lekarza itp...Oczywiscie jest komunikacja miejska, ale nie zawsze jest optymalnym rozwiązaniem

    Odpowiedz
  2. Asia

    hej odkrylam Twojego bloga wczoraj, bardzo fajnie sie czyta Twoje wpisy. Chcialam zadac Ci dwa pytania, ktore nasunely mi sie na mysl po przeczytaniu czesci Twoich wpisow. Bron Boze nie odbierz ich jako krytyke, wynikaja z czystej ciekawosci i checi poznania Waszej sytuacji 🙂 Po pierwsze czemu nie rozwazaliscie wyjazdu za granice? Sama przeprowadzilam sie z rodzina za granice i komfort zycia jaki teraz mamy jest o wiele wyzszy. Po drugie: rozumiem ze jako byly nauczyciel masz wyksztalcenie wyzsze- nie rozwazalas przekwalifikowania sie i kontynuowania kariery w pracy biurowej? Rozumiem, ze w chwili obecnej jestes szczesliwa i zadowolona w nowej pracy. Odnioslam wrazenie, ze jako nauczyciel dotknelo Cie wypalenie zawodowe, ale nie obawiasz sie ze za jakis czas mozesz zalowac ze pracujesz ponizej swoich kwalifikacji?

    Odpowiedz
    1. Hej, bardzo mi miło ☺
      Po pierwsze nie chcieliśmy wyjeżdżać za granicę, ponieważ tam nigdy nie będziemy u siebie. Nasze odchowane i wychowane tam dzieci, tak- my nie. Chcieliśmy jeszcze raz spróbować w Polsce w innym bogatszym rejonie. Gdyby tu nie wyszło, albo sytuacja się pogorszy- wtedy rozważylibyśmy jeszcze raz wyjazd za granice..

      Po drugie tak jestem nauczycielem, ale nie zadzieram nosa jak większość z nich i mogę pracować gdziekolwiek. Praca w biurze hmmm... Wiesz, nudno byłoby mi... Ja lubię gwar, lubię ludzi... Lubię rozmowy... W restauracji mam więcej możliwości rozmów z obcokrajowcami... Po trzecie lubię tą pracę, co nie znaczy, że nie mam ambicji... Bo już myślę, czy nie rozwijać się właśnie w kierunku może menadżera... Restauracji.
      Na razie tak mi dobrze... Potrzebuję na rok na dwa stabilizacji i życiowej i finansowej.Co dzień też ogarniam telefony, faktury, rezerwacje hotelowe, maile-także to bie tylko typowa obsługa i tylko obsługa nic więcej ☺☺

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.