Marzenia spełniają się… za pieniądze.

Słuchajcie, marzenia spełniają się! Jednak prawdą jest, że większe lub mniejsze marzenia spełniamy za pieniądze. Jedni marzą o własnym domu- potrzebne są im do tego oszczędności bądź kredyt, a kredyt równa się pieniądze. Drudzy marzą tak jak my- o spłacie wszelkich długów, również potrzebne są nam do tego pieniądze. Jeszcze inni marzą o podróży dookoła świata- jak podróżować bez pieniędzy? No jak? Niektórzy marzą o dziecku- potrzebne są im pieniądze na specjalistyczne badania i płatne wizyty w klinice. Kolejni marzą o zagranicznych wakacjach- przecież takie wakacje nie są za darmo. Jeszcze niedawno my sami marzyliśmy o stałych etatach i normalnych wynagrodzeniach, o stabilizacji finansowej- nasza przeprowadzka kosztowała w sumie ponad 10 tysięcy złotych. Marzenia kosztują i nie ma co się oszukiwać.

W styczniu tego roku rzuciłam palenie i w zamian za nieprzepalone miesięczne pieniądze zakupiłam wymarzony bilet na wrześniowe szkolenie Kamili Rowińskiej we Wrocławiu: "Kobieta niezależna". Dziwnie czułam się przelewając z konta kwotę 147 zł, ale w końcu od dłuższego czasu zrobiłam coś dla siebie. Ostatnio były to studia podyplomowe- już hen hen dawno temu. Postanowiłam, że czas zacząć inwestować we własny rozwój. Jeszcze w listopadzie  zakupiłam "Dziennik Coachingowy" , który każdemu polecam- to niesamowite narzędzie, które codziennie daje mi niesamowitego kopa do działania. W tym miesiącu przelałam prawie 400 zł na kurs on- line: "Kobieta niezależna", który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że projekt, który zaczynam realizować- może naprawdę się udać. Ale o projekcie cicho- sza. Dowiecie się w swoim czasie, jak wszystkie moje cele i marzenia zrealizuję w ciągu dwóch lat.

Jeszcze rok, dwa lata temu jak dostałam 3 tysiące zwrotu podatku były to dla mnie wielkie pieniądze. Zastanawiałam się, jak je rozdysponować, bo ich aż tyyyyle było. Dziś co miesiąc zarabiam prawie 3 tysiące i kwota 2 tysięcy ulgi na dzieci przestała być dla mnie imponująca. W końcu po dłuższym czasie kupiłam sobie buty do pracy, torebkę. Naprawdę, ja dwa miesiące żyłam bez żadnej torebki, wszystko upychałam po kieszeniach. Jak w Dzienniku Coachingowym zaczęłam wypisywać swoje 100 marzeń, to pierwsza 20-tka była bardzo prozaiczna: nowa bluzka, nowe buty, nowa torebka, ale i takie marzenia można mieć. Wszystko zależy, na co starcza nam nasz budżet domowy.

Kupiłam nową torebkę, wydałam na nią 69 zł. I znów to samo uczucie żałowania sobie tego zakupu. Z drugiej strony pomyślałam sobie, że przecież torebkę kupuję raz na rok, raz na dwa lata. Nie muszę mieć nowej co miesiąc. Teraz zaczęłam marzyć o nowych butach.

Ja co ze sezon kupuję sobie buty. Najdroższe buty kupiłam w życiu chyba za 80 zł.  I każde takie buty po jednym sezonie wyrzucam, bo już się do niczego nie nadają. Chciałabym w przyszłości od tak po prostu wejść na stronę internetową, wybrać wymarzone buty, nie przestraszyć się ceny i je po prostu zamówić. I przechodzić w nich dłużej, niż dwa sezony. Chciałabym, aby wraz z ceną szła jakość produktu, bo nie oszukujmy się, że produkt za 30 zł jest coś więcej warty, niż tylko na chwilę

Tak jak normalne stało się dla mnie to, że starcza mi na życie, tak samo chciałabym, aby normalny stał się dla mnie zakup raz na jakiś czas markowych butów. Do tej pory żyłam przekonaniem, że marki takie jak: Adidas, Nike, Reebok, New Balance są nie dla mnie. Nie stać mnie na nie. Takie marki butów kupują jedynie sobie "dziani" ludzie.

Jak przeliczymy sobie  marzenia na godziny pracy, to okazuje się, że niektóre z nich możemy mieć na dosięgnięcie ręki. Tak naprawdę zakup nowych butów na stronie internetowej https://1but.pl/ to koszt obsługi przeze mnie jednej imprezy. Ja muszę pracować na takie buty w sumie kilkanaście godzin. Czy to rzeczywiście dużo? Na co dzień nie potrzebuję eleganckich butów, ponieważ bardzo dużo czasu w pracy spędzam na nogach. Katorgą byłoby dla mnie włożyć szpilki. Chyba tylko w ostateczności. Uwielbiam za to takie sandały i takie buty na rodzinne wycieczki, czy bieganie za dziećmi na placu zabaw byłyby w sam raz. A i cena nie powala 🙂

Myślę sobie, że jak człowiek zacznie realizować marzenia w kwocie 100- 200- 400 zł. To kolejne kwoty przestaną dla niego być przerażające. Za każde marzenia musimy zapłacić jakąć cenę bez względu na to, czy będzie to zagraniczny wyjazd, nowa książka, czy markowe buty.

A jakie jest twoje kolejne marzenie i ile kosztuje? 🙂

10 myśli na temat “Marzenia spełniają się… za pieniądze.

  1. Bea

    Apetyt rośnie w miarę jedzenia widzę 😉
    Takie sandały kupiłam w zeszłym sezonie w sklepie sportowym za 39.99 pln, przecena że 129.99 pln o ile dobrze pamiętam. Na ten sezon wyglądają wciąż jak nowe.
    Torebek nie kupuję, bo nie potrzebuję. Używam toreb materiałowych: a tu jakaś w prezencie się trafi, a to ktoś zakupy do takiej zrobi 🙂 i uwierz mi, pamiętam te czasy, kiedy dylematem było kupić dziecku buty na zimę, czy jedzenie na tydzień 🙂 nie uważam, że to dziadowanie czy coś, ale zawsze zadaje się pytanie : po co? Po co mi nowa torebka, która zaraz się przetrze lub będzie nie modna? Po co mi teraz koniecznie w sezonie druga para sandałów? Na jesień będą w promocji, a może one w ogóle nie są mi potrzebne?

    Jestem wdzięczna za moment w którym zdałam sobie sprawę, że nie muszę MIEĆ i że POSIADANIE szczęścia nie daje 🙂

    Poza tym, fajny wpis 🙂

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  2. Dobrze zrobiłaś że pieniądze które normalnie wydałabyś na papierosy, potrafisz odłożyć. Bo tak na prawdę jeśli tego nie zrobimy, to nigdy nie zauważymy że oszczędzamy dodatkowe pieniążki, bo przeważnie idą one wtedy na coś innego.

    Odpowiedz
  3. Coraz pozytywniej piszesz 🙂
    Cieszę się, że odżywacie. Widzę jednak pewne ryzyko nadmiernej inflacji stylu życia 😉
    Oczywiście takie rzeczy jak buty, to konieczny wydatek i akurat buty zawsze sugeruję kupować nowe i jak najwyższej jakości. Ale np. torebkę można upolować za grosze w SH, lub nawet uszyć (ewentualnie wymienić się usługami z kimś, kto szyć potrafi)

    Odpowiedz
  4. armi

    Aga niestety nie wszystko da się 'kupić' ...
    ale doskonale Cię rozumiem - u mnie też po okresie 'dziadowania' wszystkiego trzeba było dokupić, odbudować, nadrobić- a to się ciuchy zniszczyły, a to do domu 2 lata nic nie było kupione, a to potrzeba jakiegoś remontu w aucie, a to realizacja tych 'wielkich marzeń' typu wyjście do lepszej knajpy na obiad.
    Teraz już jestem w tym momencie, że marzę o wyjeździe do USA na 3-4 tyg /i wiem że to marzenie spełnię 🙂 - cel na 2020r budżet 18-20 tys zł/ jednocześnie doszedłem do podobnego wniosku jak @Bea, że kupna nowych rzeczy/ciuchów już nie do końca potrzebuję do szczęścia

    Odpowiedz
  5. anonim

    kochana, najpierw spłać długi, na wszystko przyjdzie czas. Ja też jeszcze niedawno kupowałam buty tylko w ccc i deichmanie, teraz kwota 300zł za parę to dla mnie minimum (kupuję buty lepszej jakości, na kilka sezonów). Najpierw znalazłam lepszą pracę a potem powiększyłam wydatki, a nie na odwrót. Wy wcześniej mieliście ciężką sytuację i jeśli zaczniecie teraz wydawać, to dale będziecie mieć ciężką, tylko w szafie więcej wyrzutów sumienia.
    pozdrawiam

    Odpowiedz
  6. Gość 26

    Marzenia.... Mam ich tyle ale czuję że nie spełnia się zbyt szybko... Ciągle długi, kłopoty, kłody podkładane pod nogi... Żyjemy bardzo skromnie, ale nie wystarcza często na najpotrzebniejsze rzeczy... Jedni na majówkę wyjezdzaja, inni grillują, a my siedzimy w 4 ścianach. Marzą się nam wakacje nawet nad polskim morzem, aby wyjechać z dziecmi (nigdy nie byli jeszcze nad morzem) chociażby na weekend, najtańszy pobyt... Ale cóż. Nasze życie było, jest i będzie pechowe... Odmawiam sobie przyjemności. Nigdy nie byłam u kosmetyczki, u fryzjera ostatni raz z 4-5 lat temu (a i tak tylko podcinalam końcówki). Nie kupuje sobie nic. A jak kupie głupia koszulkę za 10 zł(kupuje raz na rok- dwa) to mam wyrzuty sumienia bo mogłam kupić jedzenie. Czuję się wrakiem człowieka, niepotrzebnym... Polski rząd nie pomaga ubogim, opieka bez komentarza...Czasami się zastanawiam po co człowiek żyje, nie dość że dzieciństwo było piekłem, to jeszcze życie ciągle zawodzi... Jedynie z czego jestem zadowolona to z tego że mam wspaniałego męża, który stara się pomimo wszystko i dwójkę wspaniałych dzieci... Niby jestem młoda, ale zaniedbana i czuje się o wiele starsza... Powiecie- użala się... Ale nikt nie wie z was jak naprawdę jest ciężkie życie. Powiecie- wszystko da radę zmienić. Otóż niestety nie wszystko. Dlatego dla odprężenia czasami oglądam zdjęcia z wyjazdów innych ludzi. Wyobrażam siebie z rodziną na jej miejscu. Los nie wszystkim dał po równo... Jedni żyją w dostatku, inni liczą każdy grosz. Dziękuję za to że mam rodzinę. Często marzę o głupiej pełnej lodówce... Niby nic, a jednak dla niektórych możliwość nie do spełnienia...

    Odpowiedz
  7. Zuza

    Hej Agnieszko!
    Jesteś super! Z wielką przyjemnoscią wchodzę na Twojego bloga, bo jest autntyczny i szczery, poza tym kibicuję Ci bardzo! Jestes niesamowicie silna i odważna że udało Ci się wyjść z tego bagna i jesteś dla mnie wielką inspiracją w życiu - bo skoro Tobie się udało, to i ja mogę poradzić sobie z różnymi trudnymi sytuacjami w życiu. Mam wielką nadzieję, że nie tylko wyjdziesz z długów, ale i poprawisz swoją sytuację o następne 1000%! Pracujesz na to cieżko! 😉

    Jeśli mogę coś doradzić, o śledząc Wasze wydatki internet i telefony polecam w nju ( w parze chyba jeszcze taniej niż te 29 za m-c, mam, korzystam), a jeżeli nadal zasanawiasz się nad dietetykiem, to polecam portal potreningu.pl - koszt jets o wiele mniejszy niż wizyty u dietetyka, a masz pcję wyboru diety ekonomicznej. To tyle na razie nasuwa mi się po lekturze Twoich wpisów. Btw., jest teraz akcja, że za bilet do teatru płacisz 300 groszy - myślę, że taka kwota dla całej rodziny może być do uniesienia, a rozrywka super 😉 Pozdrawiam i trzymam za Ciebie wielkie kciuki, jesteś naprawdę super i żałuję, że nie mieszkamy bliżej siebie, bo chciałabym mieć taką koleżankę! 😉

    Odpowiedz
    1. Jaki świetny komentarz 🙂
      Na razie trzymają nas umowy abonamentowe, ale niedługo rozważę twoje propozycje.
      Apropo dietetyka od 3 dni jestem na diecie bezglutenowej i bezmlecznej bez dietetyka na razie 😉 Przeczytałam mądrą ksiązkę o Hashimoto i szukam ciekawych przepisów w necie (o tym w nowym wpisie)
      Dzięki za kibicowanie 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *