Archiwum kategorii: ZADŁUŻENI

Mini ratka- maxi ratka- czyli spłata poprzedniego życia (7)

Pomału wracam do blogowania i publikowania regularnie postów. Pozwólcie, że ogarnę się jeszcze trochę, aby nabrać rozpędu do dalszej walki. Ostatnie 3 tygodnie bez blogowania były dla mnie bardzo potrzebne, a zarazem znów nabrałam dystansu do wirtualnego świata.

Bardzo dużo komentarzy pojawiło się pod ostatnim, jedynym artykułem w lutym. Ja czasem mam wrażenie, że każdy chciałby decydować o moim życiu, co kiedy mam spłacać, a najlepiej to byłoby zrobić tak, albo inaczej. Choć rozumiem, że publikując publicznie wysokości moich wszystkich rat, powinnam zaakceptować fakt, że komentarze negatywne zawsze będą. Sama was również o porady ostatnio poprosiłam. Tylko życie jest życiem. Najchętniej w kwietniu spłaciłabym 3 najmniejsze kredyty (bo już będzie z czego) , ale ostatniej nocy na moją corsę spadła jakaś gałąź i pobiła lekko przednią szybę. Za miesiąc mam termin przeglądu (sic!)

I teraz albo auto przegląd przejdzie (jakimś cudem), albo mnie zawrócą i będę musiała szybę wymienić- koszt 500 zł, być może odpadnie mi część korepetycji, jak powiedzmy na przeglądzie powiedzą, że samochód to już tylko na złom.

I znów zamiast spłacić część długów, będę musiała kupić jakieś jeżdżące cudo, aby na to tankowanie zarobić i godziny korepetycji wyrobić. Życiem jest życiem. Po prostu. Przestałam żyć według utartych schematów. Wkurzają mnie czasem komentarze w stylu: przeprowadź się do mieszkania socjalnego lub ogłoś upadłość konsumencką. Albo inne również głupie dyrdymały. Naprawdę.


Czytaj dalej

Mini ratka- maxi ratka- czyli spłata poprzedniego życia (6)

Dziś opiszę Wam naszą sytuację kredytową –  wszystkie kwoty do spłaty oraz ilość rat do spłacenia.

Pomysły na jeszcze szybszą spłatę są na wyczerpaniu. Nie mogę pracować jeszcze więcej, bo już i tak mijamy się z mężem w domu. Od marca tamtego roku w zasadzie jest tak, że każdy dzień jest u nas pracujący. To znaczy, że kiedy pracuje mąż, to wolne mam ja. Kiedy pracuję ja, to wolne ma mąż. Czasem wykorzystujemy urlopy (zwłaszcza ja), żeby po prostu odpocząć. Mam takie momenty, że czuję się jak jakiś chomik w kołowrotku, ale cóż – jak narobiło się bigosu, to teraz trzeba na niego zasuwać.

Od grudnia balansujemy sobie w nadpłatach, bo dogonił nas największy kredyt – skończył się okres „karencji”, który trwał od września 2017 roku. To był ten największy kredyt na zbójnickich warunkach w banku S., w którym udało się zaraz wypowiedzieć umowę ubezpieczenia. Samo ubezpieczenie oscylowało w granicach 8 tysięcy złotych! To był kredyt, który wzięliśmy w trakcie przeprowadzki, aby poratować się przez dwa miesiące, ogarnąć wynajęte mieszkanie i znaleźć szybko pracę choć dla jednego z nas. Aby po prostu nie wracać w rodzinne strony. Odwlekaliśmy spłatę tego kredytu nadpłacając go powoli przez 3 miesiące. W grudniu złapaliśmy trochę oddechu przed kolejną ratą. Z powodu tej raty od stycznia nie mamy możliwości nadpłaty pozostałych zadłużeń.

Pomyślałam sobie nawet, żeby zrobić wakacje kredytowe od jakiejś raty (oczywiście, gdyby bank wyraził zgodę tak, żeby środki kierowane w największe kredyty przekierować w te najmniejsze. A przez czas wakacji kredytowych spłacać jedynie odsetki. Ogólnie sytuacja nie wygląda tragicznie. Można powiedzieć, że w tej chwili widać już światełko w tunelu. Poniżej przedstawię Wam nasze zadłużenia oraz pozostałą do spłaty kwotę. Być może znajdziecie lub podpowiecie mi rozwiązanie, którego ja w tej chwili nie widzę, a którego bardzo potrzebuję.

Dodam też, że do końca lutego mamy zamiar rozliczyć wszystkie zeznania podatkowe (czekam jeszcze na moje z umów o dzieło ze współprac blogowych, wszytko mi wysyłają na drugi koniec Polski) i w maju/ czerwcu dostaniemy zwrot podatku, czyli ulgę na dzieci mniej więcej  2 tysiące złotych.

Od poprzedniego miesiąca stała spłata kredytów wynosi 1342 zł. Na szczęście od lutego w budżecie domowym mamy 200 zł więcej, więc podwyżki w pracy zjadła nam „inflacja kredytowa”. Spokojnie moglibyśmy obniżyć jeszcze nasz standard życia na zasadzie, że odejmujemy jeszcze z 500 zł na nadpłaty długów. Tylko, że wtedy już w ogóle nic nie będziemy mieli z tego naszego życia. Spłata długów jest ważnym celem, ale nie celem samym w sobie.

Czekam cały czas na cynk, od kiedy dokładnie zaczynam zlecenie, czyli korepetycje. Wyliczyłam, że będziemy mieli w budżecie domowym ok. 1500 zł więcej miesięcznie. Będziemy mieli z czego dokończyć zbieranie środków na  Fundusz Awaryjny, spłacać kredyty i oszczędzać na lepsze auto.

Ok, przejdźmy do konkretów.

„Spis powszechny” nie obejmuje rat w lutym. Luty spłacamy na bieżąco i myślimy już o marcu. Kredyty uporządkowane według kapitału do spłaty, a nie według rat. Kilka tych mniejszych kredytów już od stycznia nie nadpłacałam ze względu na największą ratę.

 

1) rata: 320,98 zł- całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 16 374,84 zł

pozostało 65 rat- ostatnia rata 10.07.2024 roku

Jest to skonsolidowany kredyt jeszcze z czasów 2016 roku, kiedy przeraziliśmy się ilością rat i tym, że nie stać nas na regularne spłaty. Po tym kredycie widać gołym okiem, że konsolidacja się nie opłaca.

 

2) rata: 490,00 zł – całość do spłaty (kapitał z odsetkami) – 15 810,36 zł –

pozostało 40 rat- ostatnia rata 19.06.2022 roku

To największy kredyt wzięty w trakcie przeprowadzki, który dopadł nas od stycznia

 

3) rata: 141,70 zł- całość do spłaty (kapitał z odsetkami) – 3 299,92 zł

pozostało 26 rat- ostatnia rata 03.04.2021 roku

Ten kredyt ciągnie się już od 2011 roku, kilka razy był już konsolidowany. Najbardziej nie lubimy właśnie tego zobowiązania najchętniej skierowalibyśmy wszelkie finansowe siły, aby go zamknąć i raz na zawsze uwolnić się z banku CA.

 

Reszta to mniejsze kredyty, które moglibyśmy do końca roku 2019 zamknąć z dobrym planem i Waszą pomocą. Umówmy się, że ja pomyślę o sposobach na zarobienie większych pieniędzy na nadpłatę kredytów, a Wy pomożecie mi ogarnąć sytuację :). Jest o tyle łatwiej, że na bieżącą spłatę fundusze mamy. Poproszę o mądre rady w komentarzach.

 

4) rata 80,06 zł– całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 1565,03 zł

pozostały 22 raty- ostatnia rata 22.12.2020 roku

 

5) rata 103,77 zł– całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 1201,81 zł

pozostało 13 rat- ostatnia rata- 20.03.2020 roku

 

6) rata 63,02 zł– całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 959,66 zł

pozostało 17 rat- ostatnia rata 10.07. 2020 roku

 

7) rata 80,87 zł- całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 930,20 zł

pozostało 13 rat- ostatnia rata 22.03.2020 roku

 

8) rata 63,40 zł– całość do spłaty (kapitał z odsetkami)- 670,67 zł

pozostało 12 rat- ostatnia rata 22.02.2020 roku

 

Prócz artykułów na blogu, jestem również codziennie w grupie: „Oszczędny Rodzic” na facebooku. W poniedziałek nagrałam 10- minutowy live, w którym opowiedziałam o moich planach oraz o bieżących sprawach. Planuję takie nagrania robić co tydzień 🙂 Jest to świetna forma wzmacniania siebie i przełamywania lęku przed tym, co ludzie powiedzą. Fajnie z drugiej strony widzieć również Wasze reakcje oraz czytać komentarze 🙂

Na blogu nie zawsze dam radę wszystko ująć tak w odpowiednie słowa oraz przekazać bieżące sprawy, bo posty musiałyby mieć ze 20 stron A4. Część siebie wrzucam w bloga, część zostawiam na grupie, a kolejną większą część zostawię w książce. Prócz tego nagrywam filmiki na Instagramie,  są krótsze – zajmują dosłownie 2 lub 3 minuty i możecie je odtworzyć jedynie przez 24 h! Na Instagramie chcę pokazywać Wam kulisy mojej blogowej pracy 😉

 

Jeżeli ktoś z Was miałby jakiś świetny pomysł, co do „rozgonienia” tych najmniejszych kredytów jeszcze w tym roku choćby nawet z tym zwrotem podatku, to będę naprawdę bardzo wdzięczna. Ewentualnie może ktoś z was miałby jeszcze inne podejście, co do nadpłaty tych rat. Może dobrać się do nich z innej strony? hmm?

Gdyby organizowała konkurs, to rozdałabym Wam gwiazdki z nieba za każdy pomysł. Największa rata kredytu podcięła mi skrzydła, co nie znaczy, że straciłam motywację. Po prostu potrzeba mi takiego kopniaka albo wirtualnego przytulenia na zasadzie: „Dasz radę”, Już blisko” : ) Na razie żyję dniem codziennym, wyciskam jak cytrynę, myślę nad sensem dalszej fizycznej pracy w restauracji. Osiągnęłam stabilizację, której chciałam. Teraz rozsądek i ambicje dają mi się we znaki. Też potrzebują odrobiny czasu ode mnie 🙂

 

# Poczucie własnej wartości

Z każdym dniem rośnie moja wiara we własne możliwości i takie poczucie, że jestem coś warta. Na takiej zasadzie, że zaczynam od siebie więcej wymagać i nie zgadzam się na różne sytuacje. Zaczęłam mówić o tym, co mi się nie podoba i przestałam być wygodna. Przestałam odpuszczać i zaczęłam wymagać. W ogóle to zrobiłam taki kolosalny krok na przód! Zamiast się bać, odczuwać panikę, strach przed czymś wybieram działanie! Działanie mimo wszystko. Jeszcze przychodzi mi to ciężko, ale oswajam się z każdą nową sytuacją.

 

# Każdy ma jakieś problemy

Trapi mnie jeszcze jedna kwestia i mojego męża w zasadzie też. Już w lutym poruszę ten temat u pani psycholog i przepracuję go zapewne na kolejnych 3 spotkaniach (ostatnie 5 lat życia przed przeprowadzką). Przez ostatnie dwa spotkania temat w zasadzie tylko dotknęłam. Mój mąż stwierdził, że jemu również przydałaby się pomoc psychologa.

Zmagamy się z toksyczną zazdrością ze strony… mojej teściowej… (spoko, moje dzieci mogą to za 10 lat przeczytać). Muszę sobie poradzić z chorą nienawiścią do mnie. Nie umiem tego napisać. To temat w zasadzie na książkę i w książce się znajdzie. Kontrowanie naszego życia stało się obsesją innej osoby. W momencie, kiedy tą sytuację z sukcesem odcięłam (wyjazdem) –  zostałam znienawidzona. To ja po wyjeździe uczyłam mojego męża samemu decydować o swoim życiu, ja go uczę takiego zdrowego odcięcia i zaprzestania walki z wiatrakami. Skupienia się na tym, co jest w tym momencie dla nas najważniejsze. Kilka dni temu po urlopie w rodzinnych stronach przyznał mi rację. Teraz zaraz 2 lata po przeprowadzce dotarło do niego, że wyjazd był jedynym ratunkiem dla naszego małżeństwa i naszej rodziny. Gdybyśmy zostali w rodzinnych stronach, zapewne nie czytalibyście kontynuacji naszej historii. Musieliśmy się przeprowadzić i to aż tak daleko, żeby móc po prostu żyć.

Chcąc iść naprzód, rozwijać się, nie można być non stop krytykowanym. Nie można spełniać czyjegoś wyobrażenia o życiu, ponieważ nigdy nie zrobimy tego „wystarczająco dobrze”. Najważniejsze, że wiem, że innych osób nie zmienię. Mogę jedynie zmienić siebie. Muszę nauczyć się z tym żyć, ale takiej chorej zazdrości i nienawiści oraz manipulacji nie zaakceptuję nigdy. Chcę wybaczyć, zrozumieć, aby lepiej mi się funkcjonowało. Ja też jestem ważna, ale nie umiem jeszcze mówić o tym bez emocji. Pewnie część mojej historii po prostu u pani psycholog przepłaczę. Przejdę „żałobę” i pogodzę się z przeszłością. Przez dłuższy czas szukałam akceptacji w oczach ludzi, którzy na to nie zasługiwali, ponieważ sama nie miałam wsparcia w rodzicach. Dlatego też zaraz po przeprowadzce miałam poczucie, że „coś” w życiu straciłam.

# Terapia u psychologa to nie są zmarnowane pieniądze!

Chcę Wam napisać, że pomimo długów, pomimo różnych kosztów życia, pieniądze wydane na terapię u psychologa są najlepiej zainwestowanymi pieniędzmi w moim życiu. I jak słyszę: „Weź tabletkę na uspokojenie lub nasenną, zaoszczędzisz na psychologu” to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera. A takie rady dostałam od rodziny!.

Taką mentalność też muszę odrzucać…

To jak tam? Ogarniamy te długi? 🙂 Czekam na Wasze rady i doświadczenia 🙂

Budżet domowy- grudzień 2018

Grudzień to był taki świąteczny miesiąc, że ani za dużo nie nadpłaciliśmy kredytów, ani też nie zaoszczędziliśmy ani złotówki. Czy czuję się z tym źle? Nie rozpatruję tego w kategorii tragedii bądź porażki. Czasem trzeba odpocząć, wyluzować, wyjąć kij z tyłka 😉 i po prostu żyć – łapać każdy moment tak, aby naładować baterie na kolejne miesiące zmagań finansowych. I wiem, że jeden bloger finansowy zrobiłby inaczej, a drugi jeszcze inaczej, ale to jest moje życie i decyduję ja.

W styczniu dla odmiany zaplanowałam, że oszczędzamy na maksa, tyle ile możemy. Tylko spadł śnieg i kupiliśmy dzieciom ślizgacze – po 15 zł sztuka w Biedronce. Wiem, dla jednych zbędne, drudzy kupiliby solidne sanki. Ale chcę też inwestować we wspomnienia moich dzieci z dzieciństwa. A z jazdy z zaśnieżonych górek są niezapomnianym wrażeniem.

Sanki mieliśmy, ale zostawiliśmy w poprzednim miejscu zamieszkania. Mieszkamy przy samym parku i grzechem byłoby nie skorzystać z uroków zimy. Tym bardziej, że w naszej okolicy rok temu praktycznie w ogóle zimy nie było. Jak pada śnieg to sama czuję jakąś rozpierającą radość pomimo tego, że za chwilę pójdę odśnieżać samochód.


Czytaj dalej