Archiwum kategorii: LEPSZE ŻYCIE

Jak rzucić palenie? Czyli dwa miesiące bez papierosa. (wyciskacz łez)

Jest 29 sierpień 2019 roku. Dwa dni temu niechcący znalazłam papierosy w plecaku u mojego męża. A dziś w nocy śniło mi się, że zapaliłam papierosa. To jest nałóg tak silny, że myślenie o nim objawia się nawet podczas snu. Nie motywuje mnie wcale to, że mój mąż pali… Wręcz odwrotnie, chciałabym go wyrwać ze szponów nałogu. Lecz wiem, że zmienić tej sytuacji nie mogę. Same naciski, aby papierosy rzucić przynoszą odwrotny skutek. Człowiek musi sobie sam uświadomić, że ma problem. Nie zmienimy nikogo na siłę. Możemy ewentualnie dać mu przykład rzucając papierosy raz na zawsze.

Jest 16 wrzesień 2019 roku. Kilka dni temu kupiłam sobie nagrodę za niepalenie. Nie mogę zapomnieć się nagrodzić, ale o tym przeczytacie za chwilę. Mąż nadal pali i żadne racjonalne argumenty nie trafiają. Mnie jedynie szlag trafia, bo trudno jest wytrwać w takim układzie. Kupiłam sobie szal jesienny w Pepco o wartości jednej paczki papierosów. A za chwilę trafiłam na piękny planer, który po promocji w Biedronce kosztował mniej, niż 5 zł.

Dziś nawet jak sobie pomyślę o paleniu papierosów pisząc ten artykuł, bałabym się wrócić do nałogu. Bałabym się, ponieważ znów miałabym poczucie winy, że nie dałam rady. Znów musiałabym się ukrywać przed dziećmi- przecież palenie papierosów jest złe. Kolejny raz zawiodłabym samą siebie i znów przestałabym samej sobie wierzyć. Obiecałam sobie, że jak pobiję swój rekord w niepaleniu- czyli pół roku- kupię sobie  w nagrodę coś mega. Wydam na ten cel 3 albo 4 stówy. Będzie to tylko moja nagroda! Będą to okolice świąt Bożego Narodzenia, więc czekam i przebieram nóżkami 😉

Palenie papierosów rzucałam 5 razy, ale dopiero za 6 próbą zrobiłam papierosom całkowity pogrzeb w mojej głowie. 

1 PRÓBA RZUCENIA PALENIA

W styczniu 2018 roku postanowiłam sobie, że od nowego roku rzucę palenie i tak się stało. Zachętą do rzucenia palenia była promocja szkolenia coachingowego Kamili Rowińskiej  we Wrocławiu.  Szkolenie kosztowało jedyne 150 zł. Zrobiłam przelew i postanowiłam od tej pory wynagradzać się za moją walkę. Nawet świetnie mi to wychodziło. Pierwszy tydzień niepalenia był straszny. Suszyło mnie, jak po potężnym kacu i tego pragnienia nie gasiła nawet woda. Wspierała mnie koleżanka z pracy mówiąc, że na pewno mi się uda. Po tygodniu została już tylko myśl, że w gorszych momentach zapaliłabym sobie. Najbardziej w momentach okropnego przemęczenia.

Nie paliłam pół roku do lipca 2018 roku. Byłam z siebie cholernie dumna, nawet po drodze w maju zgubiłam 7 kg na diecie bezglutenowej. Wystarczyła tylko jedna sytuacja w pracy. To był moment, w którym poczułam się okropnie niesprawiedliwie potraktowana. Nie miałam jak się wytłumaczyć, bo zarzucono mi kłamstwo. Na dodatek ktoś śmiał podnieść na mnie głos. Pamiętam tylko obronne: „nie krzycz na mnie” i rozpadłam się na milion kawałków. Zostałam osaczona i okropnie upodlona. Wstydziłam się rozpłakać, a musiałam za chwilę wyjść na salę do klientów. Wzięłam od koleżanki dwa papierosy i poszłam zapalić na zaplecze. Następnie wróciłam do domu, opowiedziałam o całej sytuacji mężowi i powiedziałam, że pójdę kupić papierosy, bo inaczej nie dam sobie rady. Nie chciałam znów raptownie rzucać pracy, jak poprzednio, więc postanowiłam przeczekać. Tak przeczekałam, że paliłam papierosy kolejne 2 miesiące.

Tej sytuacji nie rozwiązałam do tej pory, ale za to kilka miesięcy później- gdy odbył się lincz na koledze z pracy ( T. ma problem z alkoholem) jako jedyna stanęłam w jego bronie. Przy całej załodze opowiedziałam jak to jest być dzieckiem alkoholików i bardzo proszę, aby kolegi gorzej nie kopać- on już i tak wie, że zawiódł. Każdy był w szoku, gdy usłyszał o mojej historii. Odważyłam się otwarcie mówić o tym, że alkoholizm jest chorobą. Ja za to poczułam się mega silna i dowartościowana, że nie dałam nikomu zgnoić młodego chłopaka, któremu po prostu spieprzyło się życie.

Kiedyś wam o tym na blogu opowiem.

2 PRÓBA RZUCENIA PALENIA

Kolejna próba rzucenia palenia nastąpiła we wrześniu 2018 roku. Na moje szkolenie Kobieta Niezależna pojechałam już jako osoba niepaląca. Kupiłam sobie w nagrodę książkę i powiedziałam sobie, że teraz to już na zawsze. Nie paliłam 3 miesiące.

Zapaliłam w listopadzie 2018 roku. Druga sytuacja w pracy i znów krzyk. Do tego teściowa, która wykrzyczała mi na urlopie, że jestem złą matką. To był moment, w którym poczułam kolejny raz wewnętrzną rozpacz, poniżenie i poczucie bezradności. Uświadomiłam sobie, że nie radzę sobie ze swoimi emocjami, nie radzę sobie z rzuceniem palenia, bo kolejny raz do palenia wracam. Zapisałam się on-line na konsultację psychologiczną- nie sądząc, że konsultacja zamieni się w długą terapię.

3 PRÓBA RZUCENIA PALENIA

Trzecia próba rzucenia palenia nastąpiła w styczniu 2019. Miałam już doświadczenie ze stycznia poprzedniego roku, kiedy to nie paliłam już 6 miesięcy. Niestety znów na krótko. Jedynie miesiąc wytrzymałam w moim postanowieniu. Przemęczenie, poczucie osamotnienia, wyczerpanie fizyczne po 300 godzinach fizycznej pracy w miesiącu, wyrzuty sumienia  i brak nagrody dały o sobie znać.  Paliłam kolejne 3 miesiące

CZWARTA PRÓBA RZUCENIA PALENIA

Czwarta próba rzucenia palenia nastąpiła w połowie maja 2019. Po prostu wypaliłam ostatniego papierosa i więcej już nie kupiłam. Wspomogłam się tabletkami z nikotyną, choć szybko odstawiłam ze względu na skutki uboczne- koszmary w nocy. Przy tej próbie rzucenia palenia zapomniałam się nagrodzić, nagrodą za to był papieros wypalony wspólnie z przyjaciółką na urlopie. Na dodatek palący był mąż, więc próba skończyła się fiaskiem z własnej głupoty.

PIĄTA PRÓBA RZUCENIA PALENIA

Piąta próba rzucenia palenia nastąpiła, gdy wróciłam z dwutygodniowego urlopu do domu w lipcu 2019 roku. Tylko palenie rzuciłam w złym momencie, kiedy wydawało mi się, że świat mi się wali na milion kawałków i psychicznie leżałam. Ktoś z rodziny śmiał ocenić negatywie mój wybór kierunku studiów, ktoś znów chciał wejść z buciorami w moje życie. Dodatkowo milion dobrych doradców na blogu w białych rękawiczkach mówiło mi, jak mam postępować. Tak jakby była jedna i uniwersalna recepta na życie. Nie waż się zmienić zdania lub iść inną drogą, bo cię zaszczują z każdej strony.

Zapaliłam po 4 dniach. Wtedy już górę nad paleniem wzięło poczucie winy i wstyd przed dziećmi. Drążyłam dziurę w internecie szukając historii byłych palaczy. Znalazłam niszę- nie ma w blogosferze pamiętnika byłej palaczki. Więc postanowiłam, że ja będę dla kogoś wparciem tworząc na blogu cykl wpisów o niepaleniu. Zrobiłam rozpiskę każdego mojego powrotu do palenia. Wypisałam uczucia, które mi za każdym razem towarzyszyły. Wymyśliłam sposoby, jak mogę sobie kolejny raz z nimi poradzić już bez papierosa.

SZÓSTA PRÓBA RZUCENIA PALENIA

12 lipca 2019 roku zapaliłam papierosa po raz ostatni. Nadal leżałam psychicznie. Nadal ciężko było mi się pozbierać. Każdy kolejny upadek to coraz większy ból i porażka. Nie miałam już wsparcia w mężu (mąż palący) i nie miałam już wsparcia w nikim więcej. Przeryczałam znów całą godzinę u pani psycholog. Bałam się, że nie wytrwam i kolejny raz się poddam. Musiałam przestawić myślenie w mojej głowie. Nawet jak zapalę tego jednego papierosa, to nie znaczy, że wszystko jest do dupy. To nie znaczy, że ja jestem nic nie warta. Ja po prostu kolejny raz zawiodę samą siebie. A błąd to jest po prostu błąd. Człowiek w końcu uczy się na swoich błędach.

Z każdym dniem było coraz lepiej. Czas leczy rany.

Dzięki terapii poznałam własne wyzwalacze.

  • Moim wyzwalaczem jest …. moja paląca przyjaciółka. Nie mogę przebywać w jej towarzystwie, jako bierna palaczka (do towarzystwa). Czyli już z nikim więcej nie wychodzę „na papierosa”
  • Moim wyzwalaczem jest alkohol– nie wyobrażam sobie wypić piwa lub wódki bez papierosa, więc tak samo jak papierosy- wywaliłam również je z mojego życia. Również tak samo piwo bezalkoholowe kojarzy mi się z paleniem, więc furtką jest drink lub lampka wina. Nie mam wizji w głowie, że drink lub lampka wina = papieros.
  • Moim kolejnym wyzwalaczem jest przemęczenie oraz rozdrażnienie. Muszę dbać o swój odpoczynek i chwile tylko dla siebie.
  • Moim wyzwalaczem jest wpadanie w rolę ofiary, kiedy ktoś próbuje na siłę mnie „zbawić” i układać moje życie. Muszę szybko rozwiązać taką sytuację zgłaszając mój stanowczy sprzeciw. Mówiąc wprost o moich uczuciach bez względu na to, czy ktoś się na mnie obrazi, czy nie.
  • Moim wyzwalaczem jest poczucie krzywdy, żalu do innych osób oraz poczucie osamotnienia. Dziś przynajmniej mogę się na terapii po ludzku wyryczeć i nikt mnie z tego powodu nie wyśmieje albo nie zawstydzi, bo przecież taką katastrofę z byle czego robię.

Dziś okazuje się, że rodzina nie jest dla mnie żadnym wsparciem. Dziś okazuje się, że nawet mąż nie musi/ może nie chcieć być dla mnie wsparciem. To ja mam takie niespełnione marzenie/ pragnienie, aby ktoś był ze mną bez względu na to, co się w życiu wydarzy. Bez zbędnego oceniania. Potrzebuję zapewnień, że ktoś będzie ze mną, pomimo tego, że się poddam. Najważniejsza jest akceptacja wyborów oraz ścieżki innych. A o to w naszym społeczeństwie jest bardzo trudno.

Okazuje się, że nie jest trudno rzucić palenie papierosów. Najtrudniej jest w tej decyzji wytrwać- tydzień, miesiąc, rok i kolejne lata. Jednym pomaga własna determinacja, drugim pomagają tabletki i plastry, a trzecim pomoże dopiero terapia psychologiczna. Nie ma uniwersalnej metody na rzucenie palenia. Nie bez powodu mówi się, że były alkoholik po udanym leczeniu nie powinien wracać do swojego poprzedniego środowiska. Bardzo łatwo jest wrócić do swoich poprzednich nawyków i schematów działania. Wystarczy, że życie nas czasem pokopie- wtedy niedokarmiony nałóg odzywa się pierwszy.

Kolejny wpis będzie dotyczył strat jakie ponosiłam paląc papierosy. 

Z tego cyklu ukazały się artykuły:

Jeżeli czytasz ten artykuł, bo chcesz rzucić palenie- cofnij się pamięcią w czasie i wypisz własne wyzwalacze powrotów do palenia. Ja w następnym wpisie pokażę ci mój plan działania w chwilach zwątpienia.

Nie paląc oszczędziłam już 600 zł. W sam raz na wpłatę za czesne studiów magisterskich 😉

„Rzucić palenie? To łatwe. Robiłem to ze sto razy”- Mark Twain

Jak rzucić palenie? Czyli miesiąc bez papierosa

Jest 19 lipiec 2019 roku, nie palę siódmy dzień. Dziś w nagrodę kupiłam sobie kwiatka w doniczce, o którego będę dbać- jak o takie dziecko, które kolejny raz potknęło się, ale wstało silniejsze. A torcik Tiramisu osłodził mi moje wielkie zwycięstwo.

Jest 15 sierpnia, nie palę już ponad miesiąc. Tydzień po rzuceniu palenia zaczęłam się zdrowo odżywiać, ćwiczyć i schudłam 3,5 kilo. Jest to mój podwójny sukces- nie dość, że nie palę- to również nie przytyłam. Nie mam „kaszlu palacza” oraz nieświeżego oddechu. Ten torcik tiramisu był moją kolejną lampką ostrzegawczą.

Pierwszego papierosa zapaliłam w wieku 12 lat. Obie z podwórkową przyjaciółką wykradałyśmy papierosy rodzicom i paliłyśmy ukradkiem za blokiem, oczywiście okropnie się przy tym dusząc. Chciałyśmy poczuć się dorosłe, byłyśmy ciekawe smaku papierosów. Wzięłyśmy przykład popalając papierosy od naszych rodziców, być może też chciałyśmy zrobić im na złość…

Nigdy rodzice nie wyczuli ode mnie oraz od siostry papierosów, ponieważ sami palili. Być może nawet nie zdawali sobie sprawy, co ich dzieci porabiają włócząc się całymi dniami między blokami oraz wędrując po pobliskich polach. Zaraz potem trafiłam do domu dziecka. Zawsze zastanawiałam się, co by się stało, gdybym do niego w porę nie trafiła. Dokąd zaprowadziłyby mnie te wędrówki między blokowe?

Kolejne spotkanie z papierosami nastąpiło dopiero w liceum. Koleżanki na przerwie wychodziły za szkołę za tzw. „murek” na dymka. Chodziłam z nimi często dla samego towarzystwa. Wtedy też zaczęło się kolejne próbowanie dla przyjemności, a być może też dla szpanu. W końcu jak nie popalasz, to nie jesteś w paczce znajomych. Wszyscy wychodzą na papierosa, a ty zostajesz sam na korytarzu.

Wielokrotnie palić też uczyła mnie siostra. Często wyśmiewano mnie wśród znajomych, że nie umiem się zaciągać. A nauka zaciągania była niezmiernie prosta na „mama idzie”! Z wymyślonego strachu bierzesz porządny wdech, a potem sto kolejnych wdechów wychodzi ci idealnie. Za każdym razem po zaciągnięciu papierosem czułam kręcenie w głowie, mogłam poczuć się jak „pijana” bez kropli alkoholu- nogi same odmawiały posłuszeństwa, robiły się jak z waty. Jednak byłam dumna z siebie, że nauczyłam się zaciągać.

Później z czasem zaczęły się imprezki z alkoholem. Dodatkowo musiały być też papierosy. Dlatego rzucając palenie po raz 6 w życiu, rzuciłam również piwo oraz wódkę. Nie piłam alkoholu nigdy nałogowo, ale nie wyobrażam sobie siebie z piwem nawet bezalkoholowym bez papierosa. Zostawiłam sobie furtkę w postaci drinka lub lampki wina, ponieważ ta sytuacja nie kojarzy mi się z paleniem.

Nauczyłam się palić papierosy w momencie dużego stresu lub gdy zaliczyłam jakąś porażkę (np. niezdany egzamin). Wystarczy, że kupiłam paczkę papierosów, zapaliłam, poczułam kręcenie w głowie i ulgę. Jakby te wszystkie problemy zostały za mną. Gdy problemy minęły, wyrzucałam pustą paczkę papierosów i tak do kolejnego razu. Nigdy nie rozumiałam, jak można od palenia papierosów się uzależnić. Ten temat nigdy mnie nie dotyczył… do czasu.

Wpadłam w schemat, że jak coś mi nie idzie, kupię papierosy- pomyślę i zaraz będzie mi lepiej. Papieros stał się przyjacielem w kryzysowych sytuacjach.  Długo popalałam po kryjomu. Nawet mąż nie wiedział o tym, że popalam. To była moja słodka tajemnica.Zazwyczaj było tak, że problem był krótkotrwały. Trwał tydzień, dwa, kryzys mijał i mijało moje palenie papierosów.

Nadszedł czas przeprowadzki- 2017 rok, początek maja. Pierwszy za pracą wyjechał mąż. Pamiętam, że gdy odwiozłam męża na pociąg, był to dla mnie tak ogromny stres, że w drodze powrotnej kupiłam papierosy. Zostałam sama dosłownie i w przenośni. Musiałam teraz sama zorganizować życie na dwa domy, ogarnąć całą przeprowadzkę na drugi koniec Polski mając przy sobie dwójkę dzieci w wieku 6 i 3 lat. Musiałam wytrzymać jeszcze 2 miesiące w pracy w szkole na dwa etaty, żeby podołać finansowo- opłacać dwa mieszkania. Pisałam w tym czasie pracę licencjacką dla kolegi i plan pracy magisterskiej dla koleżanki. Dodatkowo w weekendy dorabiałam jako animatorka. Blogowałam. Czułam się strasznie przemęczona i samotna.

Z każdej strony rodzina namawiała nas, abyśmy jednak zostali na miejscu. Po drodze okazało się, że z męża pracy nic nie wyszło i potrzebny był nam duży kredyt, aby sfinansować pierwsze 2 miesiące życia w nowym miejscu. Ja jak tonący brzytwy chwyciłam się pierwszej lepszej pracy zaraz po przyjeździe i teraz to jedynie na moich barkach spoczywało utrzymanie całej rodziny przez pierwsze 8 miesięcy.

Paliłam papierosy, bo czułam się samotna i zmęczona. Czułam się wyczerpana, zawiedziona brakiem akceptacji naszej decyzji. Dzięki papierosom przetrwałam szefa choleryka, a następnie mobbing w szkole prywatnej. Gdy w końcu uwolniłam się z pasma nieszczęść i życie zaczęło się po pół roku uśmiechać- okazało się, że nie tak łatwo jest odstawić papierosy. Moja teoria o tym, że nigdy się nie uzależnię- nie sprawdziła się. Przez cały pierwszy rok po przeprowadzce babcia usilnie przez telefon namawiała mnie na powrót w rodzinne strony. A ja jak mantrę odpowiadałam jej jedno zdanie: „Babciu, nie mam… dokąd wracać’

O kolejnych 5 próbach rzucenia palenia papierosów napiszę w artykule we wrześniu.

Przy uzależnieniu nie działają nawet liczby i to, że człowiek prowadzi bloga finansowo- lifestylowego. To po postu uzależnienie rządziło moim życiem…

O pierwszej próbie napisałam prawie 2 lata temu tutaj

 

2 lata po przeprowadzce…

Pod ostatnim postem posypała się cała masa różnych komentarzy. Dziś napisałam wam moją odpowiedź na nie. Jeżeli część osób mnie nie rozumie i dalej nie zrozumie, dlaczego zmiany są mi bardzo potrzebne- to trudno. Na siłę na blogu trzymać was nie będę. Jest to czas, kiedy chciałabym, aby blog przestał być dla wszystkich. Dlatego myślę o wakacyjnej przerwie, w której na nowo określę swoją grupę odbiorców. Być może w wakacje powstanie jakiś wpis, ale nic na siłę. Jestem cały czas na Instagramie, tam zapraszam 🙂 W czasie przerwy w blogowaniu, skupię się na pisaniu książki (część II rozdziału poleci do was w tym tygodniu).

Wierzyć mi się nie chce, że niedługo minie 2 lata odkąd przeprowadziliśmy się na drugi koniec Polski… Na dodatek zdałam sobie sprawę, że jedziemy w rodzinne strony na urlop właśnie równo 2 lata po tym wielkim wydarzeniu.

Dziś już wiem, że była to najlepsza z możliwych decyzji. Zaryzykowaliśmy wtedy wszystkim… Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądało nasze dalsze życie. Gdzie będziemy pracować? Jak odnajdziemy się w nowej rzeczywistości? Czy dzieciom wyjdzie to na dobre? Czy przetrwają przyjaźnie? Czy rzeczywiście będzie nam lepiej i łatwiej żyć?

Dla mnie przeprowadzka na drugi koniec Polski była rozpoczęciem nowego życia. Zaczęliśmy wszystko od nowa nie znając nikogo. Taki skok na głęboką wodę. Dziś usłyszałam w radiu, że Dolny Śląsk to najlepiej rozwijający się region w całej Unii Europejskiej i to się czuje na każdym kroku.

Za 3 dni przyjeżdża do mnie na przyjaciółka Justyna z dziećmi. Chciałabym pokazać jej okolice i zobaczyć ten zachwyt w oczach, który na początku mi towarzyszył. Dla mnie wszystko tu było nowością. Wszystko!!! Autostrada 20 km od domu w stronę Wrocławia, wybudowana nowa ekspresówka 15 km od domu w stronę Legnicy, codzienny krajobraz gór, szybki dostęp do prywatnej i darmowej opieki medycznej praktycznie na miejscu, darmowe koncerty/ eventy dla dzieci i dorosłych, wyremontowane dworce oraz restaurowanie zabytków, komunikacja- jak mi się auto zepsuje, to dojadę wszędzie, nawet Mc Donald w tym samym mieście był dla mnie takim wow! A poza tym pogoda. Nie wiem jak to jest, ale na południu Polski zazwyczaj jest 3 stopnie cieplej, niż na północy.

Zachłysnęłam się nowym życiem na maksa! Przez pierwsze pół roku mieszkania na Dolnym Śląsku miałam okropne poczucie straty. Miałam wrażenie, że ostatnie kilka lat stałam w miejscu i chciałam to wszystko jak najszybciej nadrobić! Do tej pory pamiętam pełne politowania słowa sekretarki ze szkoły: „Ale wie pani, że lepiej jest tam gdzie nas nie ma”? Nie uwierzyłam jej… Przecież gorzej być nie mogło. Pomału zacierają mi się wspomnienia w głowie dotyczące braku podstawowych środków do życia. Wybierania pomiędzy pomidorem, a ogórkiem. W sumie dziś to kupię tylko chleb, pasztet i pampersy na sztuki, bo więcej pieniędzy nie ma…

I nagle po przeprowadzce na drugi dzień okazuje się, że moje wykształcenie oraz moje doświadczenie zawodowe jest coś warte. Jak po kilku miesiącach wysyłam drogą mailową moje CV w siedem miejsc, to z tych siedmiu miejsc za chwilę oddzwaniają. Nagle okazuje się, że o mojego niepełnosprawnego męża z I grupą  biją się dwie firmy! W ostatniej pracy zostałam zatrudniona praktycznie przez telefon, w szkole niepublicznej brakowało przez pół semestru nauczyciela. Dopiero jak podpisałam umowę- zlecenie następnie zobaczyłam się z panią dyrektor. Szkoła również przestała mi się jawić jako jedyne i słuszne miejsce pracy. W ciągu roku bądź dwóch zmienię całą swoją dotychczasową ścieżkę zawodową. Jestem na liście studentów studiów magisterskich uczelni wyższej we Wrocławiu.

Gdzieś tam przez myśl podczas przeprowadzki przefrunęły mi studia we Wrocławiu… Ale jak ja? Że jak we Wrocławiu?  Jak jeszcze 3 lata temu bałam się do takiego wielkiego miasta wjechać, tak teraz tylko czekam na moment i tuptam nóżkami, kiedy pośmigam po dwupasmówkach. Pamiętam, jak 3 lata temu (jeszcze przed przeprowadzką) wjechaliśmy do Wrocławia o 2 w nocy szukając po drodze jakiegoś hotelu, Natalka wysiadła z auta i mówi: „O mama, gadające światła” 

Pierwszy rok mieszkania w nowym miejscu to była jedna wielka euforia, niedowierzanie i oszołomienie. Jakby ktoś nam dał gwiazdkę z nieba. A ja się bałam, że za chwilę tą gwiazdkę ktoś mi z przed nosa zabierze, bo nie mam nazwiska albo znajomości. Myślałam, że za chwilę obudzę się z tego pięknego snu i poczuję kolejny raz bezsilność, bezradność i niepokój o następny dzień. Ja potrafiłam siadać w połowie miesiąca i panicznie przeliczać pieniądze na rachunku bankowym, ponieważ bałam się, że za chwilę nam na jedzenie nie starczy. Nigdy podczas tych dwóch lat tak się nie stało. Nigdy nie miałam tutaj takiej myśli, że ” o losie, za co ja opłacę wynajęte mieszkanie w następnym miesiącu?” Nawet po złożeniu wypowiedzenia w którejkolwiek pracy. Z pracy do pracy przechodzę praktycznie z dnia na dzień bez żadnego uszczerbku dla organizacji życia rodzinnego. Po ponad roku czasu umowa o pracę przestała być dla mnie ostoją bezpieczeństwa. Nie ma różnicy na jaką umowę świadczę swoje usługi.

W drugim roku wszystko pomału zaczęło się stabilizować. Zmieniliśmy wynajmowane mieszkanie na tańsze u normalnej właścicielki w samym centrum miasta. Ogrzewanie gazowe przestało mnie paraliżować, jak doceniłam komfort ciepełka w zimnym maju. Dzieciaki się przyzwyczaiły. Nie tęsknią już za starym placem zabaw i za starym przedszkolem, ale za to najlepszych przyjaciół bardzo dobrze pamiętają: Olusia, Julka, Eryka, Wojtusia oraz Kasię  W sezonie letnim wybierają tylko atrakcje- Minionki, czy może festyn? Festyn czy chlapanie w jeziorze? Wszystko za darmo. Jedyny koszt to benzyna i czas. Cieszę się ogromnie, że dałam moim dzieciom tyle możliwości! One już wyrosną w innej rzeczywistości. Nie usłyszą już: „że jest jak jest”, „nie przejmuj się”, będzie lepiej”, „poczekaj, będzie lepiej”, „nie da się”, „tak nie można”, „co ludzie powiedzą?”, „nieważne, co czujesz”, „a co będzie jak ci się (coś) nie uda?”, „a co sobie (ktoś) pomyśli?”

Terapia psychologiczna pomaga mi uporać się z poukładaniem sytuacji i wydarzeń z życia, które zrozumieć jest trudno. To też był moment zwrotny w moim w życiu, w którym poczułam, że wolę coś zaakceptować i przepracować, niż czuć przez dłuższy czas nienawiść i żal. Po drugie nie można być cały czas silnym, wykonywać heroiczną pracę oraz tłumić emocje. To się mści podwójnie po jakimś czasie. Wszystko w naszym życiu jest po coś. Każdy dostaje tyle, ile potrafi unieść.

Poza tym warto być wdzięcznym za każdy nowy piękny dzień. Za czas spędzony z własnymi dziećmi- wszyscy wiemy, jak szybko rosną , za czas spędzony z rodziną bliższą i dalszą- choćby tyci, tyci czasu- wycisnąć czas jak mandarynkę- tak go jest mało! Tylko my decydujemy na co ten czas przeznaczymy, jakie będą nasze wartości oraz priorytety. Dla każdego z nas to „wszystko” jest czymś innym. Każdy z nas czegoś innego pragnie i o czymś innym marzy. Nie pozwólcie nikomu zepsuć tego, do czego dążycie. Nikt nie ma prawa was oceniać!

Rozwój to niesamowity proces. Rozwój to również zmiana siebie, zmiana pracy lub zmiana otoczenia. Ja mam wrażenie, że od dwóch lat jestem w ciągłym procesie zmiany. Jeszcze niech mi tylko uruchomią loty z Wrocławia do Szyman i z powrotem, bo te 8 godzin jazdy w rodzinne strony- to z deka przesada…

Jedyny minus to ta tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Odległość kilometrów jest na co dzień nie do przeskoczenia. Nie tęsknię za poprzednim życiem… Nie tęsknię za miejscami żadnymi.

Tęsknię za ludźmi,z którymi łączą mnie najlepsze wspomnienia. Dzięki którym te wspomnienia mogę nadal tworzyć.

Myślę, że wszyscy którzy wyjechali z inne miejsca Polski lub za granice kraju wiedzą, o jaką tęsknotę chodzi.